NIE UMIEM RYSOWAĆ – jak zmienić to przekonanie?

Podziel się tym postem z innymi!
Share on facebook
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on twitter

O „nie­umie­niu” ryso­wa­nia pisa­łam już kil­ka razy m. in. w tych postach:

  1. Jeśli twier­dzisz, że nie umiesz (i koniec krop­ka, nie dasz się prze­ko­nać!), to możesz prze­czy­tać ten blog post o gotow­cach oraz gra­fi­ce seman­tycz­nej (bo mimo, że „nie umiesz”, to nadal możesz wizu­ali­zo­wać bez rysowania);
  2. W poście o tym, cze­go może­my się nauczyć z lek­tu­ry Małe­go Księ­cia (jest tam mię­dzy inny­mi o naszym „umie­niu” i „nie umie­niu” w rysowanie);
  3. Tutaj poda­wa­łam kon­kret­nych 20 sztu­czek, a tutaj 15 sztu­czek rysun­ko­wych, któ­re pomo­gą Ci natych­miast w rysowaniu.

W tym poście ujmę spra­wę sze­ro­ko. Zaj­mę się samym głę­bo­ko uko­rze­nio­nym prze­ko­na­niem brzmią­cym naj­czę­ściej „ALE JA NIE UMIEM RYSOWAĆ” i poka­żę, jak moż­na z tym prze­ko­na­niem pra­co­wać, żeby w efek­cie się go pozbyć.

Skala zjawiska „nie umiem rysować” (wśród dorosłych)

Jako doro­śli bar­dzo czę­sto żyje­my w prze­świad­cze­niu, że wszyst­ko musi­my umieć, prze­cież, do cho­le­ry – jeste­śmy już doro­śli…! Naj­le­piej też, żeby­śmy robi­li to PERFEKCYJNIE. Więc kie­dy robi­my coś, cze­go nie robi­my zbyt czę­sto (np. wizu­ali­zu­je­my), poprze­dza­my to czę­sto skru­szo­nym PRZEPRASZAM ZA MOJE RYSUNKI.

Ponie­waż jako tre­ner­ka oraz facy­li­ta­tor­ka wizu­al­na (i współ­za­ło­ży­ciel­ka agen­cji ExplainVisually.co) pra­cu­ję w 99% z doro­sły­mi, to przy­wy­kłam to grze­ba­nia w ich prze­ko­na­niach. Szcze­gól­nie cenię sobie oczy­wi­ście zmie­nia­nie tych prze­ko­nań na wspierające. 🙂

Na wstę­pie war­to w ogó­le war­to zdać sobie spra­wę z tego, że wia­ra w brak umie­jęt­no­ści ryso­wa­nia to zja­wi­sko bar­dzo powszech­ne. Nie znam co praw­da żad­nych dostęp­nych (i rze­tel­nych!) badań, któ­re spraw­dza­ły­by, ile pro­cent doro­słych Pola­ków na pyta­nie o to, czy potra­fią ryso­wać, odpo­wia­da „nie potra­fię” (jeśli tako­we bada­nie zna­cie – pode­ślij­cie pro­szę!), ale idę o zakład, że będzie to zna­ko­mi­ta większość.

Zresz­tą widać to też po wyni­kach w Google. Spójrz na to – hasło „nie umiem ryso­wać” w Google (pra­wie 700 tysię­cy wyników):

Po angiel­sku: „I don’t know how to draw” (1,72 miliar­da wyników):

Po angiel­sku: „I can’t draw” (pra­wie 800 milio­nów wyni­ków, gdzie dla porów­na­nia „I can’t sing” ma led­wo poło­wę tego rezultatu):

To smut­ne i zupeł­nie nie­praw­dzi­we zresz­tą zda­nie („I can’t draw”) bar­dzo czę­sto sły­szy rów­nież Jim Loc­key. Opo­wia­da o tym w trak­cie swo­je­go bły­sko­tli­we­go i dow­cip­ne­go wystą­pie­nia na TEDxFol­ke­sto­ne. Jim opo­wia­da histo­rię o warsz­ta­tach z dzieć­mi z kre­atyw­ne­go rysowania:

1. Nigdy nie przepraszaj za swoje rysunki

Pierw­szą czę­ścią naszej dekla­ra­cji wypo­wia­da­nej w sytu­acji spo­łecz­nej (w towa­rzy­stwie innych ludzi) jest sło­wo prze­pra­szam.

Prze­pra­sza­my za sie­bie. Jeste­śmy zaże­no­wa­ni, być może zawsty­dze­ni. Jest nam głu­pio, bo to, co rysu­je­my nie jest… No wła­śnie – jakie? Ide­al­ne? Ład­ne*? Nie dosta­ło­by szóst­ki w szko­le? Nie zatrud­nio­no by nas do poma­lo­wa­nia kapli­cy Syk­styń­skiej? Nie wyglą­da tak jak POWINNO?

*W tema­cie tego nie­szczę­sne­go „ład­ne” – jeśli cie­ka­wią Cię aspek­ty nauko­we decy­du­ją­ce o tym, że coś nam się podo­ba, to pole­cam Ci ten świet­ny fil­mik na kana­le Uwa­ga! Nauko­wy beł­kot zaty­tu­ło­wa­ny Dla­cze­go rze­czy nam się podobają? 

O prze­pra­sza­niu za rysun­ki opo­wia­da tak­że Tim Brown w pierw­szych trzech minu­tach swo­je­go wystą­pie­nia na kon­fe­ren­cji TED. Tim powo­łu­je się tam eks­pe­ry­ment wyko­ny­wa­ny w latach ’60-’70 przez Boba McKi­ma w ramach pro­gra­mu Stan­ford Design Pro­gram. Eks­pe­ry­ment ten poka­zu­je ogrom­ną róż­ni­cę pomię­dzy doro­sły­mi a dzieć­mi w kon­tek­ście sto­sun­ku do naszych rysunków: 

Krót­ko mówiąc: wyni­ki w Google, moje wła­sne tre­ner­skie doświad­cze­nia zbie­ra­ne od 2010 roku (od kie­dy szko­lę) oraz wzmian­ki z dwóch wystą­pień na kon­fe­ren­cjach z cyklu TED poka­zu­ją, że nie wyssa­łam sobie tego z pal­ca. Prze­ko­na­nie panu­ją­ce wśród doro­słych o tym, że nie potra­fią ryso­wać rze­czy­wi­ście istnieje.

Tym­cza­sem według mnie… Prze­pra­sza­nie za – rze­ko­my! – brak tej umie­jęt­no­ści jest nie­po­trzeb­ne. Tu nie ma za co przepraszać!

Myśl­my o tym tak: oto ja, nadaw­ca, zamiast tyl­ko do kogoś MÓWIĆ, się­gam po dodat­ko­wą for­mę komu­ni­ka­cji. Wzbo­ga­cam swój prze­kaz. Podej­mu­ję dodat­ko­wy wysi­łek. Ktoś, kto się­ga po papier czy ser­wet­kę na kawiar­nia­nym sto­li­ku, wsta­je do flip­char­tu w cza­sie spo­tka­nia albo odpa­la opcję whi­te­bo­ard w cza­sie kon­fe­ren­cji na Zoo­mie, nie powi­nien w ogó­le prze­pra­szać! NIGDY!

Dla­cze­go? Ot cho­ciaż­by z powo­du pułap­ki toro­wa­nia. Jeśli sta­wia­my się na star­cie w pozy­cji oso­by prze­pra­sza­ją­cej za to co robi­my, to trud­no się dzi­wić, że wła­śnie tak może to ode­brać odbior­ca. Poprze­dza­jąc naszą wizu­ali­za­cję PRZEPRASZANIEM za JAKOŚĆ RYSUNKÓW nakie­ro­wu­je­my w odbior­cach ich uwa­gę na JAKOŚĆ RYSUNKÓW (zamiast na to, co jest naj­waż­niej­sze, czy­li na prze­ka­zy­wa­ną treść).

Dla­te­go – zamiast prze­pra­szać, o wie­le lepiej jest na przy­kład powie­dzieć takie zdania:

  • (pokaż inten­cję swo­je­go dzia­ła­nia) Ponie­waż bar­dzo zale­ży mi, żebyś to dobrze zrozumiał/​a, to dodat­ko­wo poka­żę Ci to na pro­stym rysunku.
  • (pokaż, jaki cel będzie reali­zo­wa­ła Two­ja gra­fi­ka) Nary­su­ję Wam /​ Tobie to teraz, żeby dać peł­niej­szy obraz zagadnienia.
  • (po pro­stu zaproś go do następ­nej czyn­no­ści bez prze­pra­sza­nia i posta­wy ola­bo­ga nie potra­fię) Zobacz, jak to wyglą­da­ło­by na rysunku:
  • (potrak­tuj rysu­nek jako skrót myślo­wy albo rodzaj pod­su­mo­wa­nia) W skró­cie /​ pod­su­mo­wu­jąc, moż­na by to nary­so­wać tak…:

2. Umiem, czy nie umiem, oto jest pytanie?

Dru­gą czę­ścią nasze­go prze­ko­na­nia wypo­wia­da­ne­go czę­sto przy oka­zji ryso­wa­nia jest odnie­sie­nie się do „umie­nia” (umiem /​ nie umiem, potra­fię /​ nie potra­fię) albo bra­ku wiedzy.

Wygła­sza­my świa­tu dekla­ra­cję o bra­ku naszej umie­jęt­no­ści czy o naszej nie­moż­no­ści do wyko­na­nia danej czyn­no­ści. Mówi­my [o] sobie, że nie umie­my.

A co to wła­ści­wie by zna­czy­ło, że umiesz ryso­wać?

Zrób­my mały test:

A. Czy umiem ryso­wać, jeśli tak wyglą­da nary­so­wa­ny prze­ze mnie – moją mniej spraw­ną (lewą) ręką – człowiek?

B. Czy umiem ryso­wać, jeśli wyglą­da tak?

C. A co z tym? Teraz umiem, czy nie umiem?

D. A teraz? Umiem czy nie umiem ryso­wać (/​człowieka)?

Idę o zakład, że każ­dy z Was roz­po­znał w powyż­szych 4 rysun­kach czło­wie­ka. Jeśli nie rozpoznał_​ś w tych rysun­kach czło­wie­ka, naj­praw­do­po­dob­niej sta­ło się to dla­te­go, że nie speł­niasz któ­re­goś z tych warun­ków (albo wszystkich):

  1. kie­dy­kol­wiek widział_​ś człowieka;
  2. nale­żysz do spo­łecz­no­ści, w któ­rej funk­cjo­nu­je kul­tu­ra obraz­ko­wa (bowiem jak czy­ta­my na 25 stro­nie dosko­na­łej książ­ki Oli­ve­ra Sack­sa „Oko umy­słu”: „mózg musi spe­cjal­nie wytwo­rzyć pewien zło­żo­ny sys­tem umoż­li­wia­ją­cy roz­po­zna­wa­nie repre­zen­ta­cji wizu­al­nych” a to ozna­cza, że w toku życia uczy­my się, że rysu­nek czło­wie­ka nie jest praw­dzi­wym czło­wie­kiem, ale jego umow­ną repre­zen­ta­cją i potra­fi­my go jako taki roz­po­znać. Oli­ver Sacks pisze też: „Uwa­ża się z tego powo­du, że przed­sta­wi­cie­le kul­tur pry­mi­tyw­nych, któ­rzy nigdy nie widzie­li zdjęć, mogą mieć pro­ble­my z roz­po­zna­niem, że foto­gra­fia to repre­zen­ta­cja cze­goś inne­go”. Nie­zwy­kłe, prawda?).
  3. masz neu­ro­lo­gicz­nie spraw­ny i zdro­wy mózg oraz nie cier­pisz na jakąś for­mę agno­zji (ludzie cier­pią­cy na agno­zję mogą rysun­ko­we­go czło­wie­ka nie roz­po­znać jako czło­wie­ka, bo ich mózg… zatra­cił tę umie­jęt­ność! Wię­cej o tym prze­czy­tasz we wspo­mi­na­nej już książ­ce „Oko umy­słu”, fascy­nu­ją­ca lektura!);

Czy tylko artyści umieją rysować?

Mam poważ­ne podej­rze­nia, że kie­dy mówi­my, że nie umie­my ryso­wać, to nie­ste­ty zbyt wyso­ko sta­wia­my sobie poprzecz­kę! I ile­kroć tyl­ko w dys­ku­sji poja­wia się jaki­kol­wiek kon­cept ryso­wa­nia i wizu­ali­zo­wa­nia to mamy w gło­wie wyobra­że­nie, że będzie cho­dzić o ide­al­ne, foto­gra­ficz­ne – albo przy­naj­mniej ana­to­micz­ne i zgod­ne ze wszyst­ki­mi pro­por­cja­mi – odtwo­rze­nie czło­wie­ka. No prze­cież to jest jakiś absurd! Co skła­nia Cię, żeby myśleć, że ludzie wła­śnie tego oczekują?!

Mam dla Cie­bie trzy histo­rię opar­te na fak­tach, któ­ry­mi mam nadzie­ję udo­wod­nić Ci, że takie myśle­nie jest niedorzeczne.

3 mar­ca 2021 w trak­cie roz­mo­wy z moim zespo­łem na Zoo­mie odpa­li­łam opcję ryso­wa­nia w tzw. whi­te­bo­ar­dzie i nary­so­wa­łam im taką pro­stą rzecz chcąc poka­zać, że w całym pro­ce­sie obsłu­gi naszych klien­tów sam pro­ces przy­go­to­wy­wa­nia wyce­ny zaj­mu­je jedy­nie mały wyci­nek na począt­ku procesu:

„Jakimś cudem” żad­na z czę­ści moje­go mózgu nie pomyślała:

W sumie… może lepiej nie będę ryso­wa­ła, bo mój zespół na pew­no na widok moich rysun­ków by powie­dział­by: „ej, Klau­dia, ale to jest brzyd­kie, cze­mu nie nary­so­wa­łaś Mona Lisy??”

[obraz Leonar­do da Vin­ci pobra­ny z Wiki­pe­dii i spro­fa­no­wa­ny w memie prze­ze mnie]

28 stycz­nia 2021 z kolei roz­ma­wia­łam (na Zoo­mie) z naszym Dyrek­to­rem Zarzą­dza­ją­cym, Mać­kiem Bud­kow­skim. Chcąc napręd­ce poka­zać mu, o czym myślę, roz­ry­so­wa­łam mu na tam­tej­szym whi­te­bo­ar­dzie na szyb­ko coś takiego:

Jakimś kolej­nym cudem – mat­ko i cór­ko, nie wiem, jak to się sta­ło?! –  Maciek nie powie­dział na widok moje­go rysunku:

„Bosze, Klau­dia, nie mogę na to patrzeć, to w ogó­le nie przy­po­mi­na czło­wie­ka witru­wiań­skie­go, jak nie jesteś Leonar­do da Vin­ci, to pro­szę Cię – nie rysuj!”

[Vitru­vian Man Leonar­do da Vin­ci pobra­ny z Wiki­pe­dii i spro­fa­no­wa­ny prze­ze mnie]

Ale iden­tycz­nie było 20 listo­pa­da 2020. Roz­ry­so­wa­łam wte­dy Mar­cie Sta­roń, mojej pra­wej ręce, kon­cept na apli­ka­cję, jaka mi cho­dzi po gło­wie (zro­bi­łam to na whi­te­bo­ar­dzie Zoo­ma). Wyglą­dał tak:

Mar­ta wte­dy jakoś nie powiedziała:

„Klau­dia, dla­cze­go mi to robisz, pękły mi gał­ki oczne, na to się nie da patrzeć, to w niczym nie przy­po­mi­na Dziew­czy­ny z per­łą, zwal­niam się, mam dłu­żej uże­ra­nia się z Two­imi nie­do­łęż­ny­mi rysun­ka­mi w pracy!”

[obraz Dziew­czy­ny z per­łą Johan­ne­sa Ver­me­er’a pobra­ny z Wiki­pe­dii i spro­fa­no­wa­ny w memie prze­ze mnie]

Otóż…

Sami sie­bie wpę­dza­my w pułap­kę prze­ko­na­nia, że nie umie­my rysować.

Każ­da z powyż­szych sytu­acji (moje wizu­ali­zo­wa­nie cze­goś na szyb­ko) napraw­dę się wyda­rzy­ła. To co się nie wyda­rzy­ło, to te debil­ne, wymy­ślo­ne prze­ze mnie komen­ta­rze moje­go zespo­łu. Cze­mu się nie wyda­rzy­ły? Bo to się gene­ral­nie nie dzie­je w praw­dzi­wym świe­cie!! Serio, nikt nie ocze­ku­je od Was w nor­mal­nych codzien­nych komu­ni­ka­cyj­nych sytu­acjach two­rze­nia dzieł sztuki.

Dla­te­go prze­stań­my zakła­dać, że ludzie – kie­dy tyl­ko się­ga­my po byle dłu­go­pis, żeby nary­so­wać coś naszym odbior­com – ocze­ku­ją od nas arty­stycz­nych unie­sień. Nie. Nie ocze­ku­ją. To być może kie­dyś się dzia­ło. Na lek­cji pla­sty­ki. Ale życie to nie jest lek­cja plastyki.

Dla­te­go powta­rzam – prze­stań­my zakła­dać, że ludzie cze­ka­ją aż COŚ IM ŁADNIE NARYSUJEMY. Prze­stań­my też oce­niać czy­jeś rysun­ki (słu­żą­ce wytłu­ma­cze­niu cze­goś) na ska­li „ład­ne – brzydkie”.

Umiem rysować = umiejętność trzymania pisadła + rozpoznanie rysunku przez odbiorców

Że tak spy­tam jako uro­dzo­na opty­mist­ka, a może nawet jakiś ist­ny szaleniec:

Dla­cze­go by nie przy­jąć, że samo roz­po­zna­nie nasze­go rysun­ku przed odbior­cę jest rów­no­znacz­ne z posia­da­niem przez nas umie­jęt­no­ści rysowania?

No bo… na któ­rym eta­pie już umiem ryso­wać, a na któ­rym jesz­cze nie umiem?

Fan­ta­stycz­nie to kie­dyś roz­po­znał 4,5 let­ni Oli­wier, któ­re­go spy­ta­łam, czy potra­fi ryso­wać. Powie­dział, że tak, umie ryso­wać, bo (napraw­dę tak powie­dział!) – umie już dobrze łapać kred­ki. Potwier­dził, że doro­śli też umie­ją ryso­wać (hej doro­śli, sły­szy­cie to?!)! Oli­wier spy­ta­ny o to, kto z kolei nie umie ryso­wać odpo­wie­dział, że „małe malu­chy”. A dla­cze­go – dopy­ta­łam? Bo jesz­cze nie „potra­fią dobrze łapać kre­dek”.

Kur­ty­na, bra­wa, łzy wzru­sze­nia, dzię­ku­ję, może­my się rozejść.

Wystar­czy, że umiesz zła­pać kred­kę, bo jak umiesz to, to umiesz coś naba­zgrać na kart­ce. A potem już prze­cież z górki!

Jeszcze się taki nie urodził, co prosto z brzucha matki CHODZIŁ

Poza tym – moż­li­we, że mówisz o sobie „nie umiem ryso­wać” bo po pro­stu JESZCZE nie umiesz. Porzucił_​ś tę umie­jęt­ność na któ­rymś eta­pie swo­je­go życia. Naj­pew­niej w szko­le, kie­dy zobaczył_​ś, że innym dzie­cia­kom wycho­dzi to nie­co lepiej od Cie­bie. Wmó­wio­no Ci więc, żeś jest arty­sta co naj­wy­żej trój­ko­wy i nie wie­sza­no Two­ich prac na kory­ta­rzu w pod­sta­wów­ce… Może nawet kaza­no się zająć mate­ma­ty­ką albo języ­kiem pol­skim, bo prze­cież to jest przy­szłość! A nie jakieś tam rysuneczki.

Klu­czo­wym jest to, w jaki spo­sób myślisz o inte­li­gen­cji i swo­ich moż­li­wo­ściach. Możesz z jed­nej stro­ny pod­cho­dzić do inte­li­gen­cji (a więc też umie­jęt­no­ści) jako do nie­zmien­ne­go bytu (enti­ty the­ory), cze­mu przy­świe­ca prze­świad­cze­nie, że inte­li­gen­cja jest wro­dzo­ną cechą. W myśl tego zało­że­nia każ­dy z nas miał­by zatem pew­ną okre­ślo­ną, nie­zmien­ną, nie­kon­tro­lo­wal­ną „ilość” inte­li­gen­cji i posia­da­nych umiejętności.

Z dru­giej stro­ny możesz odcho­dzić do inte­li­gen­cji w myśl teo­rii wzro­sto­wej (incre­men­tal the­ory), któ­ra zakła­da, że inte­li­gen­cja jest pla­stycz­ną, pod­le­ga­ją­cą roz­wi­ja­niu jako­ścią.

Wię­cej o bada­niach nad tym zagad­nie­niem, czy­li fixed mind­set (men­tal­ność zafik­so­wa­na, usztyw­nio­na) oraz growth mind­set (men­tal­ność wzro­sto­wa) możesz zoba­czyć w tym 5‑minutowym fil­mie na kana­le Sprouts:

Dla docie­kli­wych pole­cam też twar­de dowo­do­we źró­dła, takie jak:

  • Dweck, C. S. (1999). Self-the­ories: The­ir role in moti­va­tion, per­so­na­li­ty, and deve­lop­ment. Phi­la­del­phia: Psy­cho­lo­gy Press
  • Dweck, C. S., Leg­gett, E.L. (1988). A social- ‑cogni­ti­ve appro­ach to moti­va­tion and per­so­na­li­ty. Psy­cho­lo­gi­cal Review, 95, 2, 256 – 73)

Jak poka­zu­ją bada­nia psy­cho­log Carol Dweck (zobacz wię­cej tu www.brainology.us albo na jej trzech wystą­pie­niach na TED: w paź­dzier­ni­ku 2014, w grud­niu 2014 i w 2015 roku) men­tal­ność wzro­sto­wa (mogę polep­szać swo­je umie­jęt­no­ści) przy­no­si ludziom o wie­le wię­cej korzy­ści, niż prze­ciw­staw­na temu men­tal­ność zafik­so­wa­na (moje umie­jęt­no­ści są dane raz na zawsze i nie pod­le­ga­ją zmia­nie, co jak się domy­ślasz mogło­by się prze­ja­wiać bez­pod­staw­nym gada­niem „nie umiem ryso­wać” ;P).

Dla­te­go nawet, jeśli myślisz, że nie umiesz – to w myśl men­tal­no­ści wzro­sto­wej: możesz się tego nauczyć. Jak wszystkiego.


I mówiąc już napraw­dę bar­dzo dosad­nie: jak twier­dzisz, że nie umiesz a chcesz się naumieć, chcesz się nauczyć, nabrać pew­no­ści w kre­sce i wizu­ali­zo­wać z więk­szym luzem w nad­garst­ku (a przede wszyst­kim w mózgu!), to się kuź­wa weź i naucz! Opcji masz sporo:

  1. kup sobie książ­kę (ja swo­ją też kie­dyś uro­dzę, ale na ryn­ku ksią­żek jest już zatrzę­sie­nie, np. książ­ka Nata­lii Miko­ła­jek zna­nej jako Jadź­ka Rysuje)
  2. zapisz się na szko­le­nie z myśle­nia wizu­al­ne­go (np. do mnie!),
  3. umów się na kon­sul­ta­cje indy­wi­du­al­ne (ekhm, do mnie!),
  4. przyjdź na jakiś mój webi­nar (są /​ będą w skle­pie albo na moim Insta­gra­mie i LinkedInie),
  5. wykup jakieś nagra­nie z moje­go archi­wal­ne­go webi­na­ru (tu),
  6. i prze­stań wresz­cie jęczeć, że pose pani, pose pani, taki jestem bied­ny malut­ki, nie umiem o boze­bo­ze.

3. I to “nieszczęsne rysowanie”

Trze­cia część naszej wypo­wie­dzi to sama czyn­ność, o któ­rej roz­ma­wia­my, czy­li ryso­wa­nie. Cze­go nie umiem? No jasne, że ryso­wać. A czym jest ryso­wa­nie? Wiki­pe­dia kla­sy­fi­ku­je to bez­dy­sku­syj­nie jako for­mę sztuki:

„Dra­wing is a form of visu­al art” in which a per­son uses vario­us dra­wing instru­ments to mark paper or ano­ther two-dimen­sio­nal medium. (…)”

I to wła­śnie w tym sło­wie ART (sztu­ka) jest cały szkopuł…

Bo to nie jest tak, że każ­dy, kto umie mówić jest pre­zen­te­rem radio­wym, lek­to­rem albo pod­ca­ste­rem, każ­dy kto umie goto­wać jest sze­fem kuch­ni w restau­ra­cji z gwiazd­ka­mi Miche­li­na, każ­dy kto umie szcze­kać jest psem, a kto umie pisać jest od razu pisa­rzem, prawda? 😉

Ten, kto umie pisać, po pro­stu umie pisać. Umie lite­ry ubie­rać w sło­wa, a sło­wa w zda­nia, zda­nia w całe wywo­dy. Napraw­dę w ska­li nasze­go prze­lud­nio­ne­go świa­ta dosłow­nie garst­ka spo­śród osób piśmien­nych to są pisa­rze, copyw­ri­te­rzy czy dzien­ni­ka­rze, oso­by wyspe­cja­li­zo­wa­ne w uży­wa­niu słów, zara­bia­ją­ce na tym, spie­nię­ża­ją­ce tą umie­jęt­ność. Jest pewien pod­sta­wo­wy poziom danej umie­jęt­no­ści, któ­ry nas kla­sy­fi­ku­je jako „umie­ją­cych”, „potra­fią­cych”.

Poziom pod­sta­wo­wy, a więc wystar­cza­ją­cy!

Skoro każdy, kto rysuje automatycznie „staje się artystą”, to rozumiem, że każdy kto pisze… jest pisarzem?

Nie wiem jak Ty, ale ja rzad­ko kie­dy dosta­ję maila, zaczy­na­ją­ce­go się na przy­kład od słów „prze­pra­szam, ja nie umiem pisać, ale odpi­szę Pani na maila, z tru­dem jakoś połą­czę te lite­ry do kupy…” (albo jak wspa­nia­le to ujmu­je Ralph Ammer w swo­im wystą­pie­niu: No one will say: Well, this just didn’t come out like a poem. I shouldn’t spe­ak”). Było­by to nie­do­rzecz­ne! Ja nie ocze­ku­ję od osób piśmien­nych naj­wyż­szej, mistrzow­skiej for­my pisa­nia. Ocze­ku­ję, że się po pro­stu zro­zu­mie­my.

Za to regu­lar­nie widzę i sły­szę, że ktoś mówi „prze­pra­szam, nie umiem ryso­wać, ale…”. Bo z tyłu gło­wy naj­praw­do­po­dob­niej myśli o RYSOWANIU jako o fir­mie sztu­ki. Bo tak też to sło­wo (dra­wing /​ ryso­wa­nie) jest naj­czę­ściej rozumiane.


Swo­ją dro­gą stąd wła­śnie zresz­tą w śro­do­wi­sku osób zaj­mu­ją­cych się zawo­do­wo myśle­niem wizu­al­nym i języ­kiem wizu­al­nym cią­głe pró­by zastą­pie­nia sło­wa dra­wing (ryso­wa­nie) inny­mi wyra­że­nia­mi, któ­re nada­ją nie­co inne zna­cze­nie tej czyn­no­ści. W szcze­gól­no­ści zabie­ra­ją z niej arty­stycz­nyeste­tycz­ny aspekt (bo w przy­pad­ku komu­ni­ka­cyj­ne­go uży­cia ryso­wa­nia, któ­ry w swo­jej pra­cy pro­mu­ję, artyzm i sze­ro­ko poję­te pięk­no nie jest klu­czo­we). I tak mamy np.:

  • doodling (bazgra­nie),
  • scri­bing (sło­wo cięż­kie do prze­tłu­ma­cze­nia na pol­ski, bo zasad­ni­czo to scri­be ozna­cza pisać, ale wyni­ki obra­zów w Google poka­zu­ją coś innego),
  • sketch­no­ting (notat­ki rysun­ko­we, szkicnotki),
  • visu­al /​ gra­phic harve­sting albo visu­al /​ gra­phic recor­ding (wszyst­kie dwa /​ czte­ry poję­cia ozna­cza­ją z grub­sza to samo, czy­li to),
  • visu­al /​ gra­phic faci­li­ta­tion (jeśli nie wiesz co to, prze­czy­tasz o tym tu oraz w tym arty­ku­le,
  • czy nawet i to moje ryśle­nie (pochod­na od sło­wa Ryśli­ciel­ka® – niby ryso­wa­nie, ale jed­nak słu­żą­ce myśleniu).

Nie rysuj – REPREZENTUJ. Meta-reprezentuj!

I żeby­śmy się dobrze zro­zu­mie­li i żebym unik­nę­ła hej­tu ze stro­ny arty­stów-rysow­ni­ków: oczy­wi­ście ryso­wa­nie oczy­wi­ście jest for­mą sztu­ki. Sztu­ki, do któ­rej ja na przy­kład nie aspi­ru­ję. I wszel­kie moje dzia­ła­nia edu­ka­cyj­ne wokół myśle­nia wizu­al­ne­go (szko­le­nia, webi­na­ry, wystą­pie­nia, e‑booki, róż­ne akcje na moim Insta­gra­mie itd.), w ogó­le nie sku­pia­ją się na este­tycz­nej for­mie wizu­ali­za­cji, tyl­ko na jej funk­cjo­nal­nym aspekcie!

Ale w ryso­wa­niu, ryśle­niu czy wizu­ali­zo­wa­niu (jak powta­rzam nie­mal w każ­dym swo­im naj­now­szym arty­ku­le na blo­gu) nie cho­dzi o sztu­kę, ale o język wizu­al­ny (dosłow­nie: visu­al lan­gu­age) czy też przed­sta­wia­nie idei, co pod­kre­śla z kolei Mike Roh­de w swo­jej książ­ce „The Sketch­no­te Hand­bo­ok”:

Może­my też nazy­wać to – w ślad za arty­ku­łem, w któ­rym to okre­śle­nie zosta­ło uży­te – kom­pe­ten­cją meta-repre­zen­ta­cyj­ną (DiSes­sa, A.A, She­rin, B.L. (2000). Meta-repre­zen­ta­tion: An Intro­oduc­tion. Jour­nal of Mathe­ma­ti­cal Beha­vior, 19(4), 385 – 398).

A dzię­ki porzu­ce­niu dotych­cza­so­we­go nazew­nic­twa i pozby­ciu się „ryso­wa­nia” – nagle się oka­zu­je, że my wca­le nie rysu­je­my, ale meta-repre­zen­tu­je­my. Nasze wytwo­ry to nie rysun­ki albo wizu­ali­za­cje, ale meta-reprezentacje. 

Uff, co za ulga co? Kamień z serca! 

Narysuj POMYSŁ. Wychwyć ZNACZENIE wizualizacją.

Może­my też przy­jąć bar­dzo zgrab­ną defi­ni­cję ze wspo­mi­na­ne­go już na począt­ku arty­ku­łu wystą­pie­nia Jima Loc­keya, któ­ry mówi o rysun­kach tak:

Dra­wings are marks which beco­me ves­sels for meaning or con­ta­iners for ideas

Co ja prze­tłu­ma­czy­ła­bym na:

Rysun­ki to zna­ki, któ­re sta­ją się naczy­nia­mi zna­cze­nia lub pojem­ni­ka­mi na pomysły

Jim wspo­mi­na tak­że, że może­my wziąć tą samą defi­ni­cję i pod­mie­nić sło­wo DRAWINGS (rysun­ki) na WRITING (pisa­nie) i defi­ni­cja będzie nadal praw­dzi­wa. Czyż nie cudne?

Podsumowanie

Doro­śli mają sil­ne prze­ko­na­nie, że nie potra­fią ryso­wać. Ubie­ra­ją to w skła­da­ją­ce się z trzech ele­men­tów zdanie:

  1. PRZEPRASZAM, ale – naj­pierw kur­tu­azyj­ne prze­pro­si­ny… Ale za co przepraszamy?
  2. NIE UMIEM – prze­pra­sza­my, że nie umie­my. Nie jeste­śmy wystar­cza­ją­co kompetentni.
  3. RYSOWAĆcze­go dokład­nie nie umie­my? Nie umie­my ryso­wać. A ryso­wa­nie to prze­cież SZTUKA przez duże S, Z, T, U, K oraz A.

Całe to zda­nie i wszyst­kie jego trzy skła­do­we powin­no tra­fić do nasze­go men­tal­ne­go cmentarzyska.

Po pierw­sze: 

Nie powin­ni­śmy prze­pra­szać. Przez to, że prze­pra­sza­my za swo­je rysun­ki (i robi­my to jesz­cze zanim zacznie­my ryso­wać, potem czę­sto w trak­cie, a tak­że już po całym pro­ce­de­rze), wpa­da­my w pułap­kę toro­wa­nia. Nakie­ro­wu­je­my uwa­gę odbior­ców na ŁADNOŚĆ rysun­ków i ich walo­ry este­tycz­ne. A potem się dzi­wi­my, że np. odpo­wia­da­ją (jeśli są wred­ny­mi prze­brzy­dły­mi frędz­la­mi): nooo, rze­czy­wi­ście nie umiesz. Do chu­ja to jest niepodobne!

O wie­le mądrzej­szą alter­na­ty­wą, któ­ra słu­ży spraw­niej­szej komu­ni­ka­cji jest pod­kre­ślić inten­cję, któ­ra nam przy­świe­ca, kie­dy coś komuś roz­ry­so­wu­je­my (zale­ży mi, żebyś to dobrze zrozumiał/​a), poka­zać cel nasze­go dzia­ła­nia (rysu­ję to, żeby dać Ci peł­niej­szy obraz zagad­nie­nia), zwy­czaj­nie zapro­sić go do obej­rze­nia rysun­ku (zobacz, jak­by to wyglą­da­ło na wizu­ali­za­cji)  albo potrak­to­wać gra­fi­kę jako skrót myślo­wy albo pod­su­mo­wa­nie (w skró­cie /​ pod­su­mo­wu­jąc to wyglą­da tak).

Po dru­gie:

War­to zre­de­fi­nio­wać umie­nienie umie­nie. Bo owszem, nie każ­dy umie strze­lić w week­end Mona Lisę czy inną Bitwę pod Grun­wal­dem. Ale kie­dy tłu­ma­czy­my naszym współ­pra­cow­ni­kom czy słu­cha­czom jakieś zagad­nie­nie i korzy­sta­my z wizu­ali­za­cji jako for­my wspar­cia nasze­go prze­ka­zu, to nie jeste­śmy w try­bie ryso­wa­nia dzie­ła sztu­ki, któ­re ma wylą­do­wać w nowo­jor­skiej MoMie albo pary­skim Luw­rze. Jeste­śmy w pro­ce­sie komu­ni­ka­cji. Uspraw­nia­my ją wizu­ali­za­cją. Sko­ro umie­my mówić, pisać i trzy­mać pisa­dło, to zna­czy, że jeste­śmy wystar­cza­ją­co kom­pe­tent­ni, żeby coś komuś roz­ry­so­wać. A jeśli mamy poczu­cie, że coś tam umie­my, ale chce­my umieć bar­dziej (dokład­niej, szyb­ciej, este­tycz­niej czy kre­atyw­niej), to wystar­czy się tego pod­szko­lić w myśl men­tal­no­ści wzro­sto­wej (growth mind­set). Albo­wiem każ­da nasza umie­jęt­ność może być polepszana.

A po trzecie: 

jeśli sło­wo RYSOWANIE za bar­dzo koja­rzy nam się z arty­stycz­ną for­mą sztu­ki wizu­al­nej, to mamy dwa wyjścia.

  1. prze­stań­my uży­wać tego okre­śle­nia. Nie mów­my: nary­su­ję Ci teraz. Nie mów­my: spójrz na ten mój rysu­nek. Mów­my: „zwi­zu­ali­zu­ję Ci”, „roz­ry­su­ję Ci poglą­do­wo”, „naszki­cu­ję Ci na szyb­ko”… Od bie­dy – może­my też powie­dzieć cho­ciaż­by żar­to­bli­wie: „naba­zgram Ci teraz poglą­do­wo TO I TAMTO, żebyś lepiej zro­zu­miał” (choć pamię­taj, tutaj też możesz wpaść w pułap­kę inne­go toro­wa­nia: sło­wo bazgrać w języ­ku pol­skim jest nace­cho­wa­ne pejo­ra­tyw­nie – bazgrać jak kura pazu­rem – Twoi odbior­cy mogą to pod­chwy­cić i stwier­dzić, że rze­czy­wi­ście bazgrzesz i do dupy z takim rysunkiem!).
  2. zre­de­fi­niuj­my w swo­jej gło­wie poję­cie RYSOWANIE. Przyj­mij­my po pro­stu, że ryso­wa­nie to taki wiel­ki zbiór, któ­ry zawie­ra dwa skraj­nie róż­ne rodza­je ryso­wa­nia: ryso­wa­nie arty­stycz­ne oraz coś, co ja zwy­kłam nazy­wać ryso­wa­niem funk­cjo­nal­nym. Ryso­wa­nie z funk­cją inna niż arty­stycz­na. Np.: komu­ni­ka­cyj­na! Wte­dy funk­cją moje­go rysun­ku jest coś wytłu­ma­czyć. Rozjaśnić.
  3. Zastąp­my poję­cie RYSOWANIE na przy­kład sfor­mu­ło­wa­nia­mi: WIZUALIZACJE albo META-REPREZENTACJE (+10 do zna­jo­mo­ści trud­nych – ale ist­nie­ją­cych! – słów już masz!)
Takie szyb­kie wizu­ali­zo­wa­nie, o któ­rym w tym arty­ku­le pisa­łam, może­my z powo­dze­niem usku­tecz­niać cho­ciaż­by na Zoo­mie. Jest wypo­sa­żo­ny wła­ści­wie we wszyst­ko, cze­go nam potrzeba:
 
A jak potrze­bu­jesz cze­goś jesz­cze, to zer­k­nij do tego arty­ku­łu z zesta­wie­niem ponad 15 narzę­dzi do wizu­ali­za­cji.
 

Jeśli z kolei potrze­bu­jesz szer­sze­go instruk­ta­żu i wręcz pokie­ro­wa­nia za rącz­kę, to zapra­szam na mój webi­nar (już 25 mar­ca o 18:30) zaty­tu­ło­wa­ny „Jak uspraw­nić spo­tka­nia onli­ne poprzez wizualizacje”. 

Wię­cej infor­ma­cji wkrót­ce na moim:

Jeśli spodo­bał Ci się ten post, pole­cam Ci tak­że pozo­sta­łe, któ­re krą­żą wokół umie­nia i nie umienia 🙂

  1. zobacz ten blog post o gotow­cach oraz gra­fi­ce seman­tycz­nej (bo mimo, że „nie umiesz ryso­wać”, to nadal możesz wizu­ali­zo­wać bez rysowania);
  2. post o tym, cze­go może­my się nauczyć z lek­tu­ry Małe­go Księ­cia;
  3. tutaj znaj­dziesz 20 sztu­czek a tutaj 15 sztu­czek rysun­ko­wych, któ­re pomo­gą Ci natych­miast w rysowaniu.

Przewiń do góry