Dwa mity o graphic recordingu

Podziel się tym postem z innymi!
Share on facebook
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on twitter

W moim naj­dłuż­szym wpi­sie czy­li Pro­jek­cie 30:30 opi­sy­wa­łam moje wszyst­kie 30 prac, jakie mia­łam w swo­im życiu przez 30 lat moje­go życia. Jed­ną z nich jest pra­ca jako tzw. gra­phic recor­der. Poni­żej znaj­dziesz prze­druk frag­men­tu, w któ­rym opi­su­ję ten zawód. Poznasz w nim m.in. dwa głów­ne mity, jakie widzę, że funk­cjo­nu­ją wokół usłu­gi o tajem­ni­czej nazwie gra­phic recor­ding nazy­wa­nej też cza­sem gra­phic faci­li­ta­tion, gra­phic harve­sting, czy też po pro­stu scri­bing.

(a wię­cej o samej usłu­dze możesz tak­że prze­czy­tać w zakład­ce gra­phic recor­ding).

Graphic Recorder (skryba wizualny)

Moją dru­gą – po tre­ner­stwie – dzie­dzi­ną, w któ­rej dzia­łam, jest gra­phic recor­ding (w skró­cie GR) – zaj­mu­ję się nim od 2013 roku. Czym jest gra­phic recor­ding?

Naj­pierw poka­żę to pół­żar­tem nie­zwy­kle traf­nym memem autor­stwa Oli Kraw­czyk, tak­że gra­phic recor­der­ki (leży wspól­nie ze mną i z Jadź­ką z Jadź­ka Rysu­je na ostat­nim zdję­ciu)

Na na poważ­nie – gra­phic recor­ding jest tym:

Po co się go wyko­nu­je? Żeby uczest­ni­cy spo­tka­nia mie­li oka­zję głę­biej prze­two­rzyć naj­waż­niej­sze infor­ma­cje, a w efek­cie wię­cej z nie­go wynieść.

Jak dokład­nie prze­bie­ga GR? Wejdź­cie w moje buty i spró­buj­cie zro­zu­mieć pro­ces. Hasła klu­cze to: na żywo /​ szyb­ko /​ esen­cjo­nal­nie /​ na dużym for­ma­cie /​ w spo­sób widocz­ny dla uczest­ni­ków. Opo­wia­dam też o tym w tym wywia­dzie, jakie­go udzie­li­łam w trak­cie kon­fe­ren­cji Power of Con­tent Mar­ke­ting. Poni­żej tak­że kolej­ny poglę­bia­ją­cy fil­mik nasze­go autor­stwa:

Co moż­na ryso­wać w taki spo­sób? Wszel­kie oka­zje, w któ­rych w jed­nym miej­scu są dwa skład­ni­ki naraz: ludzie oraz infor­ma­cje. Czy­li kon­fe­ren­cje bran­żo­we, kon­fe­ren­cje typu TEDx, kon­fe­ren­cje otwar­te, zamknię­te, spo­tka­nia stra­te­gicz­ne, off-cite’y, warsz­ta­ty, burze mózgów, pre­zen­ta­cje pro­duk­to­we, zebra­nia, szko­le­nia, semi­na­ria, wykła­dy itp. Tak jak wspo­mnia­łam: jeśli są tam ludzie i Ci ludzie wymie­nia­ją się jaki­miś infor­ma­cja­mi, jest tam też miej­sce dla gra­phic recor­de­ra.

Lekcja Czterdziesta Szósta – klienci mają świetne pomysły

Dacie wia­rę, że to Klient mnie oświe­cił, że jest coś takie­go, jak gra­phic recor­ding? Któ­re­goś dnia dosta­łam maila z pro­po­zy­cją rysow­nia w cza­sie spo­tka­nia, w trak­cie któ­re­go zapre­zen­tu­ją się spo­łecz­ne star­tu­py (nazy­wa­ło się to: Pierw­sze Labo­ra­to­rium Inno­wa­cji Lider­skich, wię­cej infor­ma­cji o spo­tka­niu tutaj). A ponie­waż mnie nie trze­ba dwa razy zachę­cać do pod­ję­cia jakie­goś nowe­go wyzwa­nia biz­ne­so­we­go (przy­po­mi­nam: otwar­tość na doświad­cze­nie w NEO-FFI na pozio­mie 76%!), z wiel­kim entu­zja­zmem przy­ję­łam pro­po­zy­cję.

Uwa­ga, będzie żenu­ją­co – poka­żę Wam mój pierw­szy gra­phic recor­ding! Taki pierw­szy, pierw­szy! 😀 Histo­ria sto­ją­ca za kuli­sa­mi jego powsta­wa­nia jest urze­ka­ją­ca i sta­no­wi naukę samą w sobie, dla­te­go śpie­szę się już nią podzie­lić. Oto one, jedy­ne w swo­im rodza­ju, dowo­dy na to, że każ­dy kie­dyś zaczy­nał i robił tak jak umiał. Czy­li… no, nie oszu­kuj­my się, śred­nio na jeża, a nawet zwy­czaj­nie ordy­nar­nie – SŁABO

Wyraź­nie widać na tych plan­szach dokład­nie tego dnia naro­dzo­ną fascy­na­cję nowym pro­duk­tem, z któ­rym zapo­znał mnie mój Klient, a mia­no­wi­cie: farb­ka­mi w sztyf­cie. Do tej pory je uwiel­biam, choć nie uży­wam ich już tak czę­sto jak kie­dyś (dziś wła­ści­wie nie uży­wam ich wca­le). Byłam tak pod­nie­co­na ich kon­sy­sten­cją, kolo­ra­mi i dzia­ła­niem, że w spo­sób mania­kal­ny (co widać na rysun­kach) chcia­łam je wyko­rzy­stać wszę­dzie gdzie popad­nie. Coś napi­sać farb­ka­mi? Pro­szę bar­dzo! Nary­so­wać? Ależ pro­szę! Zro­bić gra­na­to­we tło w paski, któ­re kom­plet­nie odcią­gnie uwa­gę od całej mery­to­ry­ki tych i tak trud­nych do roz­czy­ta­nia zapi­sów wizu­al­nych? No jaha!

Kla­sycz­na sytu­acja dziec­ka, któ­re dosta­ło nową zabaw­kę i chcia­ło się nią nacie­szyć i wyba­wić za te wszyst­kie lata nie posia­da­nia tej zabaw­ki 🙂 Poza wiel­ką rado­ścią i chę­cią eks­plo­ra­cji nowe­go gadże­tu, co mam jesz­cze wspól­ne­go z dziec­kiem? Tem­po nauki. Dzie­ci uczą się prze­cież bły­ska­wicz­nie. Fil­mik, któ­ry umiesz­czo­ny jest na począt­ku tej Pra­cy 27 (czy­li ten) poka­zu­je wyko­ny­wa­nie moje­go zapi­su gra­ficz­ne­go w cza­sie dru­gie­go wyda­rze­nia, na któ­rym ryso­wa­łam, czy­li moż­na by przy­jąć, że to moja dru­gi zapis w życiu. Czy widzisz, o ile lep­szy jest w porów­na­niu z pierw­szym even­tem?

Plansza z mojego drugiego zlecenia graphic recordingowego
Plan­sza z moje­go dru­gie­go zle­ce­nia gra­phic recor­din­go­we­go

I żeby była jasność – temat tej lek­cji brzmi „Klien­ci mają świet­ne pomy­sły”. Napraw­dę tak uwa­żam. Gdy­by nie ten Klient, to być może moja przy­go­da z gra­phic recor­din­giem zaczę­ła­by się o wie­le póź­niej (albo wca­le). Gdy­by nie ich ini­cja­ty­wa, to nie mia­ła­bym oka­zji odkryć, że jest coś takie­go jak farb­ki w sztyf­cie, co jest bar­dzo faj­nym narzę­dziem dla dzie­ci, mło­dzie­ży i doro­słych, jeśli cho­dzi o ryso­wa­nie na dużym for­ma­cie. Wie­lo­krot­nie to wła­śnie moi Klien­ci wpa­da­li na świet­ne pomy­sły i przy­cho­dzi­li do mnie z pyta­niem „da się zro­bić?”.

To z ini­cja­ty­wy i pomy­słu Klien­ta zaczę­łam robić gra­phic recor­ding.

To z ini­cja­ty­wy i pomy­słu Klien­ta zaczę­łam robić fil­my rysun­ko­we (poni­żej nasz pierw­szy film w naszej histo­rii), a tu znaj­dzie­cie dwa pozo­sta­łe dla tego same­go Klien­ta):

To z ini­cja­ty­wy i pomy­słu Klien­ta kie­dyś wyko­ny­wa­łam GR w trak­cie pierw­szych dnia otwar­cia wysta­wy IDEE w Mły­nie Wie­dzy w Toru­niu, gdzie w życiu bym nie wpa­dła, żeby robić gra­phic recor­ding z ludz­kich inte­rak­cji z obiek­ta­mi w muzeum (zoba­czysz je poni­żej):

To z ini­cja­ty­wy i pomy­słu Klien­ta robi­łam kie­dyś 6 razy gra­phic recor­ding na lek­cji mate­ma­ty­ki oraz 6 razy na lek­cji histo­rii, żeby poka­zać dzie­cia­kom, że mogą sobie tak łatwo robić notat­ki w swo­ich zeszy­tach (może­cie o tym prze­czy­tać tutaj).

To z ini­cja­ty­wy i pomy­słu Klien­ta zro­bi­łam mój pierw­szy GR w Unii Euro­pej­skiej poza Pol­ską (w Amster­da­mie):

graphic-recording-dla-polish-professional-women-in-the-netherlands

To z ini­cja­ty­wy i pomy­słu Klien­ta kie­dyś robi­łam GR smart­pe­nem (to taki spe­cjal­ny dłu­go­pis fir­my Live­scri­be), dzię­ki cze­mu to co ja ryso­wa­łam w note­sie, było widocz­ne w zdi­gi­ta­li­zo­wa­nej for­mie na ekra­nie pro­jek­to­ra z zale­d­wie 1 – 2 sekun­do­wym opóź­nie­niem.

To z ini­cja­ty­wy i pomy­słu Klien­ta byłam kie­dyś jed­ną z „atrak­cji” w trak­cie serii wyda­rzeń zwią­za­nych z pre­mie­rą nowe­go kata­lo­gu IKEA 2016/​2017.

Klien­ci mają świet­ne pomy­sły. A że wie­dzą, że ja nie dość, że też takie mam, to jesz­cze jestem goto­wa do reali­za­cji naj­bar­dziej sza­lo­nych ini­cja­tyw, czy to zwią­za­nych z gra­phic recor­din­giem, czy po pro­stu z sze­ro­ko poję­tym myśle­niem wizu­al­nym, to czę­sto się spo­ty­ka­my na kre­atyw­nej dro­dze nasze­go wspól­ne­go krej­zol­stwa. 

Lekcja Czterdziesta Siódma – o edukowaniu klientów

To, że Klien­ci mają nie­sa­mo­wi­te pomy­sły – to jed­no. Ale to, że trze­ba ich rów­no­le­gle nie­ustan­nie edu­ko­wać i uświa­da­miać na czym pole­ga war­tość gra­phic recor­din­gu – to dru­gie. Gra­phic recor­ding jako usłu­ga wspie­ra­ją­ca zapa­mię­ty­wa­nie nie jest „hitem tego lata” czy wiel­ką nowo­ścią: wzmian­ki o pierw­szym zare­je­stro­wa­nym gra­phic recor­din­gu poja­wi­ły się już w latach 70. w Sta­nach Zjed­no­czo­nych (uświa­da­miam: Power Point ist­nie­je dopie­ro od 1987 roku). Nato­miast w Pol­sce rze­czy­wi­ście jest to nadal dzie­dzi­na dość nowa – a przez to pręż­nie się roz­wi­ja­ją­ca. Na świe­cie ilość osób, któ­re się tym zaj­mu­ją jest bar­dzo duża – pole­cam obser­wo­wa­nie mię­dzy­na­ro­do­wej gru­py Gra­phic Faci­li­ta­tion liczą­cej dziś (tj. 29.05.2017) ponad 10000 człon­ków. Jak jest w Pol­sce? Ja wiem o kil­ku­na­stu oso­bach, któ­re zaj­mu­ją się tym zawo­do­wo u nas w kra­ju.

[FM_​form id=„1”]

 

Tak już z nowo­ścia­mi bywa, że gdy coś jest nowe i mamy nie­peł­ne infor­ma­cje, łatwo jest to spły­cać i uprasz­czać, two­rząc wokół tego aurę bana­łu. I tak, poprzez 3 let­nią prak­ty­kę skry­by wizu­al­ne­go dopa­trzy­łam się już spo­rej ilo­ści mitów, jakie funk­cjo­nu­ją wokół tej usłu­gi. Jakie to są mity? Roz­pra­wię się na razie z dwo­ma:

Mit 1 – to banalna praca, każdy może ją wykonywać.

W gro­nie naszych pol­skich skry­bów deli­kat­nie mówiąc zawrza­ło, gdy prze­czy­ta­li­śmy arty­kuł w Inn Pol­ska (tutaj całość), z któ­re­go tonu wyni­ka­ło, że jeśli nie umiesz ryso­wać – robie­nie GR‑u to pra­ca ide­al­na dla Cie­bie. Powta­rzam to od zawsze i będę powta­rzać do znu­dze­nia: nie, gra­phic recor­ding to nie jest zaję­cie dla każ­de­go! W Maga­zy­nie Tu i Teraz w ramach cyklu „alfa­bet zawo­dów” może­cie prze­czy­tać z jaki­mi cecha­mi i umie­jęt­no­ścia­mi według mnie wią­że się zawód skry­by wizu­al­ne­go.

Mit 2 – graphic recording to fajna atrakcja na wydarzeniu. I tylko atrakcja.

Do obłę­du dopro­wa­dza nas, gra­phic recor­de­rów, nazy­wa­nie nas: atrak­cją, uroz­ma­ice­niem, cie­ka­wost­ką i inny­mi okre­śle­nia­mi, któ­re wska­zu­ją­cy­mi, że oto chcie­li­śmy, dro­dzy uczest­ni­cy, jakoś Was zaba­wić, więc spro­wa­dzi­li­śmy takie­go tu arty­stę, któ­ry sobie coś tam bazgrze. Owszem, ta usłu­ga na pew­no doda­je pre­sti­żunie­ty­po­wo­ści wyda­rze­niu, ale to nie jest to jedy­na korzyść, jaką zysku­je­my. Ale naj­czę­ściej Klien­ci zaczy­na­ją to rozu­mieć, kie­dy przy­naj­mniej raz rze­czy­wi­ście zatrud­nią gra­phic recor­de­ra i będą mie­li oka­zję obser­wo­wać go przy pra­cy, efek­ty jego pra­cy i zoba­czą, jak reagu­ją na to uczest­ni­cy wyda­rze­nia i jak bar­dzo na tym korzy­sta­ją. Przy­cho­dzą potem nie­co jak psy z pod­ku­lo­ny­mi ogo­na­mi i odda­ją nale­ży­ty sza­cu­nek i pokło­ny, któ­re­go wcze­śniej nie mie­li moż­li­wo­ści z sie­bie wykrze­sać, bo zwy­czaj­nie nie prze­ży­li na wła­snej skó­rze.

Nie zapo­mnę też, jak fatal­nie się poczu­łam, kie­dy kon­fe­ran­sjer zapo­wie­dział mnie mniej wię­cej tymi sło­wy (sło­wa klu­czo­we pod­kre­ślam, gdy­by Wam jakimś cudem umknę­ły):

„A tu po lewej, ta pięk­na kobie­ta to Klau­dia Tol­man, Ryśli­ciel­ka, któ­ra będzie ryso­wa­ła takie pięk­ne rysun­ki z tego, co będzie­my mówić”

(Od tego wyda­rze­nia w moim Nie­zbęd­ni­ku Zama­wia­ją­ce­go GR jest dokład­na instruk­cja jak mam być przed­sta­wio­na).

Z całym sza­cun­kiem, ale nie jestem zatrud­nia­na po to, aby tam pach­nieć, błysz­czeć i być pięk­ną kobie­tą, tyl­ko jestem zatrud­nio­na, żeby być naj­bar­dziej sku­pio­nym i naj­bar­dziej wie­lo­za­da­nio­wym uczest­ni­kiem wyda­rze­nia, słu­chać abso­lut­nie wszyst­kie­go, co mówią pre­le­gen­ci (a nie­jed­no­krot­nie mówią kosz­mar­nie nud­ne albo sztam­po­we rze­czy, któ­rych nie da się wręcz słu­chać i wie­le osób w tym cza­sie wycho­dzi z sali – poza mną…), do tego ana­li­zo­wać, to co mówią, wycią­gać z tego abso­lut­ną esen­cję, ryso­waćpisać na wiel­kiej – cza­sem nie­do­świe­tlo­nej, mimo takie­go wyma­ga­nia – kart­ce papie­ru w spo­sób zro­zu­mia­ły nie tyl­ko dla mnie, ale dla wszyst­kich, któ­rzy będą tę plan­szę oglą­dać. A przy tym sto­ję przez ponad 8 godzinna nogach, bo tyle trwa­ją te wyda­rze­nia, jestem w toa­le­cie może z raz albo dwa przez cały dzień, cza­sa­mi też nie zdą­żę zjeść obia­du (albo – o zgro­zo! – orga­ni­za­tor pomi­mo wyraź­nych próśb i instruk­cji, mi go wca­le nie zapew­nił), więc pra­cu­ję na wyso­kich obro­tach przez cały ten czas uwi­ja­jąc się jak mały kró­li­czek Dura­cel­la, a na koniec wyda­rze­nia, kie­dy kon­fe­ran­sjer albo orga­ni­za­tor skła­da podzię­ko­wa­nia wszyst­kim spon­so­rom, part­ne­rom, part­ne­rom medial­nym, wszyst­kim przy­by­łym uczest­ni­kom, wszyst­kim pre­le­gen­tom, rodzi­nie pre­le­gen­tów za ich szczę­śli­we poczę­cie, a tak­że miej­scu (np. hote­lo­wi) za spraw­ne zor­ga­ni­zo­wa­nie prze­strze­ni, to wła­śnie wte­dy, kie­dy w mojej gło­wie trwa samo­chwal­na man­tra ratu­ją­ca mnie przed porzu­ce­niem tego fachu, man­tra powta­rza­ją­ca „Well done, Klau­dia!”, to wła­śnie wte­dy ten kon­fe­ran­sjer po trwa­ją­cych lek­ko licząc sie­dem minut podzię­ko­wa­niach  zapo­mi­na podzię­ko­wać mi, sto­ją­cej naj­bli­żej sce­ny, naj­bar­dziej widocz­nej, naj­bar­dziej sty­ra­nej na tym even­cie oso­bie, któ­ra po powro­cie do domu po prze­kro­cze­niu pro­gu upa­da na twarz z wycień­cze­nia i mogła­by prze­spać 32 godzi­ny pod rząd… Ale oczy­wi­ście tego nie robi, bo pew­nie następ­ne­go dnia robi dokład­nie to samo przez 8 godzin, następ­ne­go dnia to samo, i następ­ne­go dnia to samo… Każ­de­go dnia prze­miesz­cza się też mię­dzy mia­sta­mi tacha­jąc ze sobą 20 kilo­gra­mów maza­ków. I nikt jej w tym cza­sie publicz­nie nie dzię­ku­je… Ale nic to, przy­naj­mniej na począt­ku powie­dział, że jestem pięk­na i będę pięk­nie ryso­wać. Czy­li wła­śnie to, co jest w mojej pra­cy naj­waż­niej­sze… Ech.

A więc nie – GR to nie jest TYLKO atrak­cja. I to nie­za­leż­nie z jakiej per­spek­ty­wy byśmy na to patrzy­li:

  • Z per­spek­ty­wy oso­by go wyko­nu­ją­cej cho­ler­nie cięż­ka fizycz­nie i psy­chicz­nie pra­ca (ze wszyst­kich, któ­re aktu­al­nie wyko­nu­ję abso­lut­nie naj­cięż­sza. Pra­ca na sto­isku z warzy­wa­mi na bazar­ku, w pral­ni, jako sprzą­tacz­ka czy „pucy­aut” to przy gra­phic recor­din­gu pierd­nię­cie).
  • Z per­spek­ty­wy orga­ni­za­to­ra kon­fe­ren­cji jest to bar­dzo sku­tecz­ne wzmoc­nie­nie mar­ke­tin­go­we. Dla­cze­go? Uczest­ni­cy kon­fe­ren­cji, zawsze ocho­czo foto­gra­fu­ją plan­sze, udo­stęp­nia­ją je potem w Inter­ne­cie, tagu­ją się na zdję­ciach, robią zdję­cia frag­men­tu rysun­ku, dys­ku­tu­ją o nim na swo­ich wal­lach). Wie­dza oraz ener­gia ze spo­tka­nia roz­prze­strze­nia się wiru­so­wo po sie­ci. Jak kie­dyś usły­sza­łam od kil­ku uczest­ni­ków kon­fe­ren­cji: taki gra­phic recor­ding doda­je tak­że pre­sti­żu do kon­fe­ren­cji, bo nadal jest to jed­nak usłu­ga luk­su­so­wa.
  • Z per­spek­ty­wy uczest­ni­ków: obec­ność gra­phic recor­de­ra i jego prac poma­ga bar­dziej zaan­ga­żo­wać w temat (dzię­ki temu, że mają go w „nama­cal­nej” for­mie), zbli­żyć uczest­ni­ków do waż­nych wnio­sków (do któ­rych by nie doszli mając tyl­ko łatwo umy­ka­ją­cą treść wer­bal­ną, któ­ra jed­nym uchem wcho­dzi, a dru­gim wycho­dzi). Co wię­cej spo­tka­nie /​ kon­fe­ren­cja sta­ją się bar­dziej owoc­ne i pro­duk­tyw­ne – nie jest to kolej­na sesja gada­ją­cych głów, któ­re dys­ku­tu­ją sobie w próż­nię. Tre­ści wizu­al­ne są przez ludzi zapa­mię­ty­wa­ne na dłu­żej – stąd kon­fe­ren­cja i każ­de z wystą­pień będzie żyło w gło­wach odbior­ców nie tyl­ko w dniu kon­fe­ren­cji.

No ale żeby nie było tak śmier­tel­nie poważ­nie, to na koniec pole­cam obej­rzeć dwa wystą­pie­nia mery­to­rycz­ne z lek­ką nut­ką stand-upu.

Pierw­sze z zeszło­rocz­nej kon­fe­ren­cji orga­ni­za­cji Inter­na­tio­nal Forum of Visu­al Prac­ti­tio­ners 2015 ze świet­ną Julie Gie­se­ke, któ­ra w krzy­wym zwier­cia­dle i z dużą daw­ką humo­ru opo­wia­da o pra­cy gra­phic recor­de­ra (ta naj­gło­śniej recho­czą­ca i kudła­ta w kadrze to ja).

I dru­gie – wystą­pie­nie ponow­nie Julie Gie­se­ke ale tym razem w duecie z Emi­ly She­pard, któ­re w cza­sie tego­rocz­nej kon­fe­ren­cji orga­ni­za­cji Inter­na­tio­nal Forum of Visu­al Prac­ti­tio­ners 2016 dały świet­ny występ: „The Ulti­ma­te Report Out: 432 unspo­ken tru­ths abo­ut gra­phic recor­ding”. Te dwa fil­my to kolej­ne mate­ria­ły, któ­re pomo­gą Wam zro­zu­mieć o co cho­dzi i o co nie cho­dzi w gra­phic recor­din­gu.


Jeśli podo­bał Ci się ten arty­kuł, może Cię też zain­te­re­so­wać to:

Przewiń do góry