Recenzja książki „Ekonomia. To, o czym dorośli ci nie mówią” Bogusia Janiszewskiego

Podziel się tym postem z innymi!
Share on facebook
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on twitter

2016-04-20 09.14.43Czy zasta­na­wia­li­ście się kie­dyś jak odpo­wie­dzieć 10-let­nie­mu dziec­ku np. na pyta­nie: co to jest bank?

Albo: od kogo bab­cia dosta­je eme­ry­tu­rę?

Albo: sko­ro mama nie ma pie­nię­dzy na kolej­ną z rzę­du zabaw­kę, to czy nie może sobie ich dodru­ko­wać?

Albo: dla­cze­go jed­ne kra­je są bogat­sze, a inne bied­niej­sze?

Takie pyta­nia czę­sto pada­ją z ust dzie­ci i padać będą, a rodzi­ce pew­nie roz­kła­da­ją ręce, no bo jak to dziec­ku wytłu­ma­czyć tak, żeby zro­zu­mia­ło…?

Moż­na mu po pro­stu wrę­czyć książ­kę, któ­ra w pro­sty i urze­ka­ją­cy spo­sób przed­sta­wia zało­że­nia eko­no­mii. „Eko­no­mia. To, o czym doro­śli ci nie mówią” nada­je się dla czy­tel­ni­ka w każ­dym wie­ku od 10 roku życia wzwyż. Zresz­tą zachę­ca do tego fan­ta­stycz­ny wstęp, w któ­rym czy­ta­my:

„Dla kogo jest ta książ­ka? 0 – 9 lat. Trosz­kę za wcze­śnie (chy­ba, że Was inte­lek­tu­al­nie ponio­sło”.

Ale tak­że:

„Powy­żej 85 lat. Jeśli wciąż jeste­ście dziar­ski­mi sta­rusz­ka­mi, czy­taj­cie śmia­ło!”

Mnie oso­bi­ście ujmu­ją tak­że wideo-zapo­wie­dzi, w któ­rych mię­dzy inny­mi wystę­pu­je – tak, tak! – syn auto­ra, Staś. Jemu tak­że zresz­tą dedy­ko­wa­na jest książ­ka 🙂 Poni­żej jeden z trzech fil­mów pro­mu­ją­cych książ­kę (resz­ta na YouTu­be).

 

Skąd się wzięła ta książka?

P4270349-smallMia­łam wiel­ką przy­jem­ność poznać auto­ra książ­ki. Boguś Jani­szew­ski był we wrze­śniu 2015 roku uczest­ni­kiem jed­ne­go z moich szko­leń z ryśle­nia dla tre­ne­rów. Miał wte­dy ze sobą egzem­plarz demo swo­jej książ­ki, jesz­cze wte­dy w cał­kiem innym – bo pozio­mym – ukła­dzie. Nie muszę chy­ba wspo­mi­nać, że książ­ka urze­kła mnie nie tyl­ko ze wzglę­du na tema­ty­kę (jako nie­do­szła psy­cho­log o eko­no­mii mam poję­cie nędz­ne, stąd chęt­nie zgłę­biam), ale tak­że ze wzglę­du na ilu­stra­cje Maxa Skor­wi­de­ra, wyko­na­ne na papie­rze a następ­nie zeska­no­wa­ne, co doda­je książ­ce nie­sa­mo­wi­te­go życia i nama­cal­ne­go uro­ku.

O czym jest książka?

Podatki

2016-04-20 09.17.32Nie wiem, czy wiesz, że ist­nia­ły lub ist­nie­ją na świe­cie róż­ne podat­ki (wyda­wa­ło­by się od absur­dal­nych rze­czy), takich jak np.:

  • poda­tek od nosze­nia bro­dy w Rosji w XVIII w. (hmmmm, nie lada grat­ka tak­że i na obec­ne cza­sy, choć rok 2016 ponoć już nie będzie taki bro­da­ty),
  • poda­tek od cie­nia we Wło­szech (wciąż pobie­ra­ny!),
  • poda­tek od kro­wich bąków w Esto­nii (nur­tu­je mnie meto­do­lo­gia mie­rze­nia wiel­ko­ści należ­ne­go podat­ku…! ;P),
  • tzw. byko­we w Niem­czech pła­co­ne przez oso­by bez­dziet­ne,
  • i inne (te i inne przy­kła­dy znaj­dziesz w książ­ce na stro­nach 58 – 61).

Kryzys i inne Wielkie Słowa

(pamię­taj – „wiel­kie”, a nie „duże”. Wiem to dzię­ki Poli­ma­tom)

Co praw­da mało owo­ców kul­tu­ry wyja­śnia kry­zys eko­no­micz­ny z 2008 roku – w mojej oce­nie – lepiej niż film The Big Short, ale z per­spek­ty­wy dzie­ci, nasto­lat­ków czy doro­słych, któ­rzy potrze­bu­ją pro­stych odpo­wie­dzi, książ­ka Bogu­sia jest bez­cen­na.

2016-04-20 09.16.51A może ktoś z nas ma patent co zro­bić, aby gospo­dar­ka dzia­ła­ła dobrze? Np. Adam Smith (1723−1790) wymy­ślił „nie­wi­dzial­ną rękę” (stro­na 114) – pogląd zakła­da­ją­cy, że gospo­dar­ka roz­wi­ja się naj­le­piej wów­czas, gdy nikt jej nie prze­szka­dza. Gospo­dar­ka regu­lu­je się samo­dziel­nie, na co wpływ ma zaan­ga­żo­wa­nie i kre­atyw­ność ludzi.

W książ­ce poja­wia­ją się tak­że wiel­kie teo­rie eko­no­micz­ne z przy­mru­że­niem oka. Np. teo­ria nie­ozna­czo­no­ści (stro­na 71), któ­ra mówi, że „gór­ny pułap moż­li­wo­ści kon­sump­cyj­nych prze­cięt­ne­go nasto­lat­ka nie ist­nie­je”. 🙂

Przy więk­szych trans­ak­cjach gotów­ko­wych zapew­ne łatwym roz­wią­za­niem było­by posia­da­nie bank­no­tu o nomi­na­le 1000 zł. Czy na pew­no? A może uła­twi to życie fał­sze­rzom lub prze­myt­ni­kom nie­le­gal­nie prze­wo­żą­cym pie­nią­dze?

Czego się jeszcze dowiesz z książki?

Wie­lu fascy­nu­ją­cych rze­czy, np.:

  • ile jest wszyst­kich pie­nię­dzy w Pol­sce?
  • o co cho­dzi w infla­cji i hiper­in­fla­cji?
  • jak zara­bia­ją ban­ki?
  • o co cho­dzi akcy­zie?
  • dla­cze­go euro wciąż kosz­tu­je ina­czej?
  • skąd wziąć pie­nią­dze?
  • czy da się zała­tać dziu­rę budże­to­wą pań­stwa?

Ale dość zachwy­tu. Cóż to za recen­zja bez kil­ku małych prztycz­ków w nos? 🙂

Czego mi w tej książce brakuje?

Po pierwsze – użyteczność ilustracji.

P4270351-smallJako wła­ści­cie­la Pary Oczu dość czuj­nie patrzą­cych na ilu­stra­cje pod kątem ich uży­tecz­no­ści (czy poma­ga­ją w pro­ce­sie ucze­nia się, czy w nim prze­szka­dza­ją?), natra­fi­łam na kil­ka miejsc w książ­ce, w któ­rych mój wewnętrz­ny Ryśli­ciel® gło­śno krzyk­nął z nie­do­wie­rza­nia. Na przy­kład cze­mu, jeśli dowia­du­je­my się na stro­nach 32 – 33, że po naszym kra­ju krą­ży miliard stu­zło­tó­wek, co jed­no­cze­śnie ozna­cza, że wszyst­kie „stu­zło­tów­ki zmie­ści­ły­by się do sze­ściu tirów”, cze­mu, cze­mu, cze­mu – pytam grzecz­nie! – rysu­nek poka­zu­je jed­ne­go tira? 🙂 No, w pory­wach do trzech (bo poza jed­nym w cało­ści widzi­my tak­że po małych skraw­kach dwóch innych. Treść wizu­al­na (jeden TIR /​ trzy TIRy) nie wspie­ra tre­ści wer­bal­nej (sześć TIRów). Aułć.

Po drugie – dyskryminacja własnej działalności i tzw. „freelancerstwa”

A dru­ga rzecz, któ­ra bar­dzo powo­du­je mój nie­do­syt… Wiesz, ile miej­sca w całej książ­ce (a ma 143 stro­ny), jest poświę­co­ne na mowę o wła­snej fir­mie, wła­snej dzia­łal­no­ści, pra­cy arty­stycz­nej, czy krót­ko mówiąc nie­stan­dar­do­wej for­mie zara­bia­nia pie­nię­dzy na wła­sny rachu­nek? Te miej­sca moż­na poli­czyć na pal­cach dwóch rąk, jest to w sumie 6 stron.

6 stron! Na 143 stro­ny…! Czy­li 4%… O wła­snej fir­mie.

Smu­tek w mym przed­się­bior­czym ser­cu wiel­ki!

Budżet domo­wy (stro­ny 68 – 69)

P4270352-smallJest tutaj mowa o budże­cie domo­wym i czy­ta­my porów­na­nie stru­mie­nia docho­dów oraz wydat­ków mał­żeń­stwa Kasi i Pio­tra. Kasia pra­cu­je w dzia­le mar­ke­tin­gu i ma pen­sję w wyso­ko­ści 3500zł mie­sięcz­nie, a Andrzej ma wła­sną fir­mę infor­ma­tycz­ną i zara­bia 3000zł mie­sięcz­nie. Czy­li – Andrzej zara­bia o 500zł mniej mając swo­ją fir­mę. Cie­ka­we, ale smut­ne mode­lo­wa­nie… W gło­wie dziec­ka może poja­wić się szyb­ka nie­świa­do­ma nawet deduk­cja (ba! u mnie się poja­wi­ła taka myśl!): ej, czy­li bar­dziej się opy­la pra­co­wa­nie u kogoś dla kogoś, a nie wła­sna fir­ma! Te dwie stro­ny nie zała­mu­ją mnie na szczę­ście tak doku­ment­nie bo:

  1. na począt­ku ana­li­zy budże­tu domo­we­go pada­ją sło­wa „każ­da rodzi­na dzia­ła tro­chę jak mała fir­ma” – to dobra meta­fo­ra, popie­ram!
  2. sza­cun dla Kasi, bo nie dość, że zara­bia o 500zł wię­cej od swo­je­go męża, to dodat­ko­wo zara­bia jesz­cze 900zł na wynaj­mie miesz­ka­nia po dziad­ku (hur­ra! kobie­ta zara­bia­ją­ca wię­cej niż męż­czy­zna, takie mode­lo­wa­nie tak­że popie­ram! Uczmy dziew­cząt, że mogą zara­biać tyle samo a nawet wię­cej niż męż­czyź­ni!).

Etat czy fir­ma? (stro­ny 84 – 85)

P4270353-smallTu z kolei obser­wu­je­my odpo­wiedź na pyta­nie „co jest lep­sze: pra­ca na eta­cie czy wła­sna fir­ma?”. Autor – w całej książ­ce – nie daje nigdy jed­no­znacz­nej odpo­wie­dzi przy pre­zen­to­wa­niu tego typu dyle­ma­tów, zawsze poka­zu­je plu­sy i minu­sy jed­ne­go i dru­gie­go roz­wią­za­nia.

Nie­mniej dostrze­gam w tre­ści pod­skór­ny prze­kaz, że jed­nak wła­sna fir­ma to wiel­kie nie­bez­pie­czeń­stwo…

Wła­sna fir­ma

Pier­re, któ­ry ma wła­sną fir­mę (pie­kar­nię) opi­su­je nam swo­ją sytu­ację pię­cio­ma zda­nia­mi, z cze­go pierw­sze brzmi:

  • Lubię swo­ją pra­cę, choć cza­sem jest mi cięż­ko”. Czy­li niby jest faj­nie (pierw­szy PLUS), ale jed­nak bywa nie­faj­nie (pierw­szy MINUS, mamy 1:1).
  • Potem kolej­ny minus, bo pra­co­wał ostat­nio 12 godzin dzien­nie (1:2).
  • Na szczę­ście sam sobie jest sze­fem (2:2).
  • W zeszłym roku nie zaro­bił za wie­le (2:3).
  • Mar­twi się, bo zain­we­sto­wał w to wszyst­kie oszczęd­no­ści (2:4).

Mój odważ­ny wnio­sek wyni­ka­ją­cy z powyż­sze­go pomia­ru: 4 minu­sy do 2 plu­sów w przy­pad­ku wła­snej fir­my… No sła­bo z tą swo­ją fir­mą, ryzy­kow­nie, nie­bez­piecz­nie…

Etat

Ser­ge dla odmia­ny, któ­ry pra­cu­je w ban­ku, uży­wa sze­ściu zdań do opi­su swo­je­go eta­tu:

  • Jest zado­wo­lo­ny z pra­cy (1:0)
  • Pra­cu­je zwy­kle 8 godzin dzien­nie (2:0).
  • Dosta­je pen­sję, któ­ra wystar­cza mu na życie (3:0).
  • „Nie jest ona zbyt wyso­ka, ale liczę na awans i pod­wyż­kę w przy­szłym roku” (4:1).
  • Latem był mie­siąc na waka­cjach (5:1).
  • Sze­fo­wa go lubi (6:1).

6 plu­sów do 1 minu­sa w przy­pad­ku eta­tu. No cóż… Nic tyl­ko iść na etat! Przy tak dra­ma­tycz­nej prze­wa­dze odpo­wiedź może być jed­no­znacz­na :/​

Moja fir­ma (stro­na 142 – 143)

„Moja fir­ma” to nazwa ostat­nie­go roz­dzia­łu, naj­krót­sze­go w książ­ce, bo zaj­mu­ją­ce­go 2 stro­ny… Jedy­ną nadzie­ję dopa­tru­ję w ostat­nich sło­wach książ­ki, bo brzmią one tak:

Pro­wa­dze­nie wła­snej fir­my to ina­czej dzia­łal­ność gospo­dar­cza. Dzia­łal­ność gospo­dar­czą moż­na pro­wa­dzić na tysią­ce róż­nych spo­so­bów. My na przy­kład napi­sa­li­śmy i nary­so­wa­li­śmy tę książ­kę.

A jaką fir­mę zało­żysz Ty?

Jest na koniec zachę­ta dla Czy­tel­ni­ka, bar­dzo zuchwa­ła i dają­ca do myśle­nia… I trzy­mam kciu­ki, żeby Czy­tel­nik się prze­ko­nał tą ostat­nią zachę­tą, bo mery­to­rycz­nie to mogło go prze­ko­nać to mar­ne 4% tre­ści książ­ki 😉

Ostat­ni rysu­nek, jaki widzi­my w książ­ce to okład­ka – takie mam domnie­ma­nie? – kolej­nej książ­ki Bogu­sia i Maxa pod tytu­łem „Moja Fir­ma”. Wie­rzę i mam wiel­ką nadzie­ję, że to nie­wy­po­wie­dzia­na przez auto­rów zapo­wiedź kolej­nej książ­ki o pro­wa­dze­niu swo­jej fir­my. Jeśli tak jest – to już prze­bie­ram nóż­ka­mi i docze­kać się nie mogę! Napisz­cie i nary­suj­cie ją pro­szę, pochło­nę ją tak jak „Eko­no­mię”, pew­nie za jed­nym posie­dze­niem. Daj­cie mi zaspo­ko­ić mój nie­do­syt i pokaż­cie dzie­ciom, nasto­lat­kom i doro­słym, że pro­wa­dze­nie fir­my, owszem, jest cza­so­chłon­ne, zwią­za­ne z ryzy­kiem, ale jest też nie­praw­do­po­dob­nie nagra­dza­ją­ce i o wie­le bar­dziej satys­fak­cjo­nu­ją­ce!

Mówię to ja, Trzy­dzie­sto­lat­ka, a mia­łam w swo­im życiu 11 ofi­cjal­nych prac na etat, pew­nie kolej­ne tyle nie­ofi­cjal­nych dora­biań na boku (sprzą­ta­nie miesz­kań, roz­no­sze­nie ulo­tek, mycie samo­cho­dów, sprze­da­wa­nie na stra­ga­nie warzyw­nym, czy MLM’o­wa – o mat­ko i cór­ko! – sprze­daż Avo­n’ów, Ori­fla­me­’ów i Ter­mo­mi­x’ów…!), a od 2012 roku (czy­li od 4 lat) dzia­łam jako fre­elan­cer, w tym od 2013 roku (czy­li od 3 lat) mam wła­sną fir­mę i nie zamie­ni­ła­bym tego na żaden, abso­lut­nie żaden, ŻADEN etat!

P4270349-small-zakladaj-firmePolecam!

Książ­ka jest do kupie­nia np. w Empi­ku, w bar­dzo dostęp­nej cenie (ok. 33 zł):

Przewiń do góry