Myślenie wizualne w DOMU – 10 sposobów

Podziel się tym postem z innymi!
Share on facebook
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on twitter

No i jak tam, siedzisz w domu (czy to z powodu #koronawirus, czy tak po prostu, bo w pracy z domu jesteś wyjadaczem)? Przechodzę od razu do konkretów i w tym wpisie pokazuję Ci – mając na uwadze ogólnopolski przymusowy #homeoffice związany z kwarantanną COVID-19 – metody na ułatwienie sobie życia w swoich domowych progach przy pomocy banalnego użycia myślenia wizualnego.

Sko­roś zawitał/​a w pro­gi moje­go inter­ne­to­we­go domu, czy­li na moim blo­gu, to zacznie­my, jak w każ­dym porząd­nym domu od cie­płe­go „to cze­go się napi­jesz?”. Ale ponie­waż ja lubię ubrać moje wpi­sy w lite­rac­ką mini-ucztę, no, taką tycią bie­sia­dę (ale za to o ambi­cji sta­dio­no­we­go kon­cer­tu), to okra­szam to oczy­wi­ście moim nie­do­rzecz­nym poczu­ciem humo­ru, któ­re z tego co wiem, bawi przede wszyst­kim mnie samą oraz moich sied­miu psy­cho­fa­nów 😜 Zapra­szam!


1. Organizacja herbat

Przyj­mu­je się, że w więk­szo­ści pol­skich domów są przy­naj­mniej te 3 rze­czy:

  1. pach­ną­ce nostal­gią zbie­raw­cze­go, przy­da­sio­we­go komu­ni­zmu miej­sce na siat­ki-sze­lest­ki (jest to czę­sto dziu­ra­wa mlecz­na tuba z IKEA, kto ma – wpi­suj­cie mia­sta!);
  2. kosz na śmie­ci – koniecz­nie pod zle­wem!;
  3. przy­naj­mniej 1 para wyświech­ta­nych i nie­ape­tycz­nych kap­ci dla gości w roz­mia­rze uni­wer­sal­nym, czy­li zbyt dużym i zde­cy­do­wa­nie zbyt zno­szo­nym.

A jeśli jeste­śmy już wyjąt­ko­wo uda­nym egzem­pla­rzem pol­sko­ści wcie­lo­nej, to w domu mamy też gra­tis czwar­ty ele­ment: jakaś pół­ka czy szu­fla­da z her­ba­ta­mi róż­nych rodza­jów (no chy­ba, że masz na cha­cie tyl­ko jed­ne­go smut­ne­go żół­te­go Lip­to­na, a jeśli tak, to spy­tam grzecz­nie: cze­mu tak gar­dzisz życiem?!). No i mamy sobie tą pół­kę, przy­cho­dzi do nas gość (wia­do­mo, k i e d y ś , bo kto by teraz w cza­sach zara­zy grał w rulet­kę odwie­dzin), my go chce­my po kró­lew­sku ugo­ścić, nie­ba chce­my uchy­lić, więc pyta­my dum­nie:

- Cze­go się napi­jesz? Kawy? Her­ba­ty? Wody?

Gość mówi:

- Her­ba­ty.

- A jakiej chcesz tej her­ba­ty?

I listu­jesz sza­leń­czo, gotów na zgar­nię­cie nagro­dy dla Naj­lep­sze­go Recy­ta­to­ra Her­bat z Listy w pro­mie­niu 17 km:

- Zwy­kłej czar­nej, earl grey­’a, zie­lo­nej, zie­lo­nej z poma­rań­czą, rooibo­sa…?

I kie­dy nawet nie jesteś w poło­wie listy, sły­szysz te sło­wa pod­ci­na­ją­ce skrzy­dła Two­jej per­fek­cyj­nej pol­skiej gościn­no­ści:

- Aaaaas, zrób jakiej­kol­wiek…!

Albo jesz­cze wer­sja „na Ciot­kę Prze­pra­szam­że­ży­ję” z miej­sco­wo­ści Nie­rób­so­bie­kło­po­tu:

- A daj tej, co Ci naj­go­rzej scho­dzi i nikt jej nie pije!

Albo jesz­cze jest wer­sja „prze­ra­sta mnie wybór her­ba­ty, jam taki zagu­bion”:

- Daj zwy­kłą czar­ną!


(W moim życiu jest jesz­cze jed­na legen­dar­na wer­sja z udzia­łem mojej przy­ja­ciół­ki Jadź­ki oraz śp. Micha­ła, brzmi ona „Daj naj­tań­sze­go Lip­to­na!”, ale to zro­zu­mie­ją tyl­ko Ci, któ­rzy zna­ją Jadź­kę, zna­li Micha­ła i zna­ją ten żart sytu­acyj­ny 😂 Wam to wła­śnie dedy­ku­ję ♥️!)


Znasz to? 🥺

No więc meto­dą na unik­nię­cie tych prze­dziw­nych dia­lo­gów i dość egzo­tycz­nym roz­wią­za­niem jest uła­twie­nie życia nasze­mu gościo­wi i pogru­po­wa­nie her­bat w więk­sze kate­go­rie (np.: her­ba­ty czar­ne i czer­wo­ne, her­ba­ty zie­lo­ne, her­ba­ty zio­ło­we i inne). Zapra­sza­my wów­czas gościa do inte­rak­tyw­nej samo­ob­słu­gi, wyję­cia bia­łych pude­łek z pół­ki i samo­dziel­nej zaba­wy w „To cze­go się napi­jesz?”. No i gość ma zaję­cie, nur­ku­je w tych kil­ku­na­stu pudeł­kach, wącha, zaglą­da, potrzą­sa, otwie­ra, zamy­ka, a przy tym wszyst­kim czu­je się jak w skle­pie z zabaw­ka­mi, ale takim dla dużych, nud­nych ludzi z kre­dy­tem we fran­kach i cie­szą­cych się moż­li­wo­ścią wybo­ru her­ba­ty. A Ty możesz w tym cza­sie wsta­wić wodę, pogła­skać kota albo wydłu­bać z mię­dzy zębów kawa­łek jedze­nia, co go nie zdążyłaś/​eś wydłu­bać przed przyj­ściem gościa.


Jesz­cze jak do tego dorzu­cisz moją pereł­kę, któ­rą uwiel­biam pod­rzu­cać moim gościom, czy­li po wybo­rze her­ba­ty powiesz im otwo­rzyw­szy pół­kę z kub­ka­mi: „To teraz wybierz sobie kubek”!, to w ogó­le jesteś Gospo­darz Na Medal.


2. Organizacja szmat w kotłowni

No tu się nie ma co roz­wo­dzić (chy­ba, że rze­czy­wi­ście się aku­rat roz­wo­dzisz, to ja kibi­cu­ję, uwa­żam, że roz­wód to nie jest zła wia­do­mość, to trud­ny czas, ale uwal­nia­ją­cy dwóch ludzi, co nie są ze sobą szczę­śli­wi, ale już koniec dygre­sji, zamy­ka­my nawias i wra­ca­my do szmat, aha i roz­wo­dy roz­wo­da­mi, ale pro­szę się w przy­jaź­ni roz­sta­wać i od szmat się wła­śnie nie wyzy­wać, bo to nie­ład­nie, i teraz już ten nawias, obie­cu­ję). Któ­re­goś razu wpro­wa­dzi­łam w naszej kotłow­ni 3 rodza­je wie­sza­ków. Żeby Bart­ko­wi było łatwiej się poła­pać któ­ry do cze­go słu­ży, poczy­ni­łam bar­dzo waż­ne kro­ki. Skup się, są bar­dzo skom­pli­ko­wa­ne. Przed­sta­wia je zdję­cie:


3. Organizacja przypraw

Uwiel­bia­my goto­wać. I ja, i Bar­tek. Z cze­go Bar­tek robi to o tysiąc razy lepiej ode mnie, więc w prak­ty­ce to on u nas w domu gotu­je, a ja skrę­cam meble i wyma­chu­ję wier­tar­ką i wyrzy­nar­ką tak, jak inter­nau­ci sza­sta­ją mema­mi o koro­na­wi­ru­sie. Bo jestem w tym lep­sza niż Bar­tek, jako i Bar­tek jest ode mnie lep­szy w kuli­nar­nym pod­bi­ja­niu moje­go ser­co­łąd­ka.

Dla­te­go gdy mój mistrz cza­ru­je w kuch­ni (a ja np. budu­ję drew­nia­ne grząd­ki do nasze­go warzyw­ni­ka albo skrę­cam sto­jak na opo­ny w gara­żu), porzą­dek i orga­ni­za­cja w szu­fla­dzie z przy­pra­wa­mi nabie­ra dla nie­go bar­dzo wyso­kie­go prio­ry­te­tu. Dla­te­go też przy­pra­wy od począt­ku nasze­go zamiesz­ka­nia w tym domu pogru­po­wa­ne zosta­ły prze­ze mnie duży­mi kate­go­ria­mi:

Każ­dy sło­iczek jest pod­pi­sa­ny (cza­sem skró­to­wo jak np. „MAJ.” na maje­ra­nek, żeby nie trze­ba było „za dłu­go czy­tać”, gdy gro­szek cukro­wy albo inny stek się przy­pa­la na patel­ni), a zda­rza się, że i nie­któ­re z nich mają mini-rysun­ki:

4. Organizacja leków

Podob­ne porząd­ki (bo ja lubię porzą­dek, porzą­dek na pre­zy­den­ta!) panu­ją w naszej szu­fla­dzie z leka­mi. Wszyst­kie leki są przy­naj­mniej raz w roku pod­da­wa­ne prze­ze mnie dokład­ne­mu prze­glą­do­wi: prze­ter­mi­no­wa­ne leki wyj­mu­ję z papie­ro­wych opa­ko­wań i wrzu­cam do siat­ki do odda­nia do apte­ki (i przy oka­zji apel: nie bądź­cie eko­lo­gicz­ny­mi bez­myśl­ny­mi faja­mi, rób­cie to samo: wyj­muj­cie leki z opa­ko­wań, apte­ka nie zbie­ra ŚMIECI ale PRZETERMINOWANE LEKI. Kar­to­nik i ulot­ka nie jest lekiem, jest śmie­ciem!) a leki, któ­re są nadal zdat­ne do uży­cia, są gru­po­wa­ne w pod­ka­te­go­rie. Żeby­śmy wie­dzie­li gdzie cze­go szu­kać. Nie, że aspi­ry­na obok clo­tri­ma­zo­lum, a syrop na kaszel pod furą pla­strów. Lito­ści! Środ­ki na brzuch mają swo­ją sek­cję, środ­ki oko­ło­prze­zię­bie­nio­we tak­że, wagi­nal­ne przy­tu­la­ją się do uro­lo­gicz­nych (clo­se eno­ugh!) a rekor­do­wa ilość ter­mo­me­trów na tej pla­ne­cie spię­ta jest recep­tur­ką (mam taki fetysz, zbie­ram ter­mo­me­try, nie wia­do­mo po jakie­go wała, choć może dla­te­go bo każ­dy z nich poka­zu­je inną tem­pe­ra­tu­rę i nigdy nie wiem, któ­ry wła­ści­wą 😂). A wszyst­ko eko­lo­gicz­nie przy­do­bro­mi­rzo­ne* kar­to­na­mi, czy­li pood­dzie­la­ne tak, żeby­śmy wie­dzie­li, gdzie potem co odkła­dać:

(frag­ment naszej prze­past­nej szu­fla­do­wej Aptecz­ki)
* "przydobromirzyć": radosne słowotwórstwo wzięte od kultowej postaci Pomysłowego Dobromira

Zresztą skoro o lekach mowa – w zeszłym tygodniu opublikowałam na moim blogu także budzący sporo emocji post o wykorzystaniu myślenia wizualnego w medycynie. Znajdziesz go tutaj. A w nim kolejne 5 sposobów na ryślenie w służbie naszego zdrowia. Polecam!


5. Organizacja właściwie… WSZYSTKIEGO!

No wła­śnie. Mówię o sobie, że jestem małym Pomy­sło­wym Dobro­mi­rem. Kto nie wie kto to jest Pomy­sło­wy Dobro­mir (sama się dzi­wię, że ja wiem! – ta baj­ka była emi­to­wa­na w latach 1973 – 1975, a ja się uro­dzi­łam w 1986 😂), ten niech spę­dzi 30 sekund na obej­rze­niu poniż­szej rekla­my GE Money Ban­ku z 2009, któ­ry spryt­nie wplótł uni­ka­to­we umie­jęt­no­ści pomy­sło­wo­ści i inży­nier­skiej kre­atyw­no­ści Dobro­mi­ra w swój prze­kaz mar­ke­tin­go­wy 😜

Pew­nie dla­te­go tak się iry­tu­ję, kie­dy ktoś sły­sząc, co robię, nazy­wa mnie w uprosz­cze­niu artyst­ką. Serio, nie­przy­zwo­icie mnie to fru­stru­je! 🤬Pew­nie dla­te­go, że arty­sta two­rzy (ok, ja t e ż two­rzę), ale w moim mnie­ma­niu arty­sta two­rzy z potrze­by two­rze­nia i z potrze­by wyra­ża­nia sie­bie. Zwró­ce­nia uwa­gi na jakieś waż­ne zagad­nie­nie w naszych cza­sach. Arty­sta two­rzy, bo lubi rze­czy pięk­ne i chce, żeby efekt jego two­rze­nia był pięk­ny, poru­sza­ją­cy, cza­sem pro­wo­ku­ją­cy. Arty­sta chce two­rzyć, bo chce zosta­wić po sobie spu­ści­znę swo­jej wraż­li­wo­ści. Chce pozo­sta­wić ślad.

A ja? Ja w ogó­le nie two­rzę z tych pobu­dek.

Ja two­rzę tak, jak two­rzy inży­nier. Jak pro­gra­mi­sta. Ja two­rzę z potrze­by uspraw­nie­nia. Polep­sza­nia. Udo­sko­na­la­nia. To co two­rzę, ma dzia­łać. Ma spra­wić, że coś dzia­ła lepiej. Może szyb­ciej? Pro­duk­tyw­niej? Two­rzę, bo to co two­rzę ma mi uła­twić życie. Ma i n n y m uła­twić życie! Ma oszczę­dzić czas. Ma przy­nieść hajs (mi albo komuś).

Dla­te­go wła­śnie nie jestem artyst­ką, tyl­ko jestem już bar­dziej inży­nie­rem, uspraw­nia­czem, maj­ster­ko­wi­czem, do-it-yourself’em. Jestem Pomy­sło­wym Dobro­mi­rem, Mac­Gy­ve­rem i Ada­mem Sło­do­wym* razem wzię­ty­mi! Uwiel­biam auto­ma­ty­za­cję, pro­ce­du­ry (sic!), uwiel­biam robić róż­ne rze­czy manu­al­nie, uwiel­biam two­rzyć coś z nicze­go (kom­po­stow­nik z palet, mój ty przy­ja­cie­lu! 😍 donicz­ki z puszek po kocim żar­ciu, moje Wy cudow­ne! 😍 doni­ce z drew­na popa­le­to­we­go docze­pio­ne do kom­po­stow­ni­ka z palet i wyście­lo­ne folią po sraj­ta­śmie, moje Wy obiek­ty do dumy, już widzę tą zazdrość sąsia­dów! 😍), uwiel­biam, kie­dy rze­czy są odkła­da­ne na miej­sce. Uwiel­biam, kie­dy mój mały świat ma swój uprzy­jem­nia­ją­cy życie ład i kie­dy spo­sób orga­ni­za­cji moje­go życia spryt­nie i pomy­sło­wo uspraw­ni mi codzien­ność.

A jak to się ma do tego punk­tu o orga­ni­za­cji wła­ści­wie wszyst­kie­go? No bo powia­dam Wam:

Wszyst­ko moż­na uspraw­nić tak, żeby nam w życiu było lepiej.

Klau­dia Tol­man

Na przy­kład wygląd i orga­ni­za­cję pod­ręcz­nej dobro­mir­skiej szu­fla­dy w kuchen­nej wyspie moż­na uspraw­nić. O tak o:


* swo­ją dro­gą, to wła­śnie Adam Sodo­wy pro­wa­dzą­cy w latach 1959 – 1983 kul­to­wy pro­gram tele­wi­zyj­ny „Zrób to sam” (zoba na YouTu­be) jest (wspól­nie z Roma­nem Husz­czo) auto­rem sce­na­riu­sza do serii dobra­no­cek „Pomy­sło­wy Dobro­mir”. How cool is that?! 😍


6. Poczekalnia skarpetek-singli

Na liście sta­łych ele­men­tów pol­skich domów moż­na by jesz­cze też umie­ścić zja­wi­sko Skar­pet­ko­we­go Trój­ką­ta Ber­mudz­kie­go zain­sta­lo­wa­ne­go przez pro­du­cen­tów AGD w każ­dej pral­ce. U nas też jest ta tech­no­lo­gia. Wyda­je mi się jed­nak, że zgu­bio­ne w pra­niu skar­pet­ki to nie jest wina nowo­cze­snych sys­te­mów typu Eat Sock You Sock­Suc­ker®. Myślę, że to wca­le nie wygłod­nia­ła pral­ka je poże­ra. To my nie­wła­ści­wie postę­pu­je­my z tym­cza­so­wo roz­pa­ro­wa­ny­mi skar­pet­ka­mi. Bo ja sama robi­łam tak:

  1. Znaj­do­wa­łam zagu­bio­ną skar­pet­kę.
  2. Nie­kon­se­kwent­nie ją dys­try­bu­owa­łam po domu. Bo jak się oka­zu­je, miejsc, gdzie mam/​y skar­pet­ki w domu jest kil­ka:
    1. Część jest w szaf­ce w sypial­ni (na górze domu).
    2. Część w szaf­ce z buta­mi (na dole).
    3. Część w szaf­ce z ubra­nia­mi (na dole).
    4. I jesz­cze kil­ka par jest w siłow­ni w szu­fla­dzie ze spor­to­wy­mi rze­cza­mi…!
  3. Czte­ry miej­sca na skar­pet­ki, no w dupach się poprzew­ra­ca­ło! Dżi­zas! I dotych­czas te bied­ne porzu­co­ne skar­pe­ty były zano­szo­ne prze­ze mnie do jed­ne­go z tych czte­rech miejsc. W efek­cie w każ­dym z tych miejsc były zarów­no skie­ry spa­ro­wa­ne, ale też skie­ry w tym­cza­so­wej popral­ni­czej sepa­ra­cji. No cha­os! Tak nie da się żyć. Tak się nie godzi.

Dla­te­go prze­my­śla­łam swo­je życie i final­nie stwo­rzy­łam spo­koj­ną przy­stań dla zagi­nio­nych skar­pe­tek. W tym skar­pet­ko­wym tin­de­rze zmat­cho­wa­łam już przy­naj­mniej ze trzy pary. Pole­cam. Klu­czem są dwa ele­men­ty:

  • miej JEDNO MIEJSCE na zagi­nio­ne skar­pet­ki
  • każ­do­ra­zo­wo, kie­dy zasi­lasz pocze­kal­nie nowym sin­glem, SPRAWDŹ, czy jego para już na nie­go nie cze­ka w środ­ku pocze­kal­ni.

Ach! I czy wspo­mnia­łam: roz­wią­za­nie to jest w 100% z recyc­klin­gu. Jak widzisz to drew­nia­ne pudeł­ko po alko­ho­lu. No bo prze­cież #Szko­da­Wy­rzu­cić, a nie wiem, jak Ty, ale u mnie w domu się nie prze­le­wa­ło. Cho­mi­ko­wa­łam róż­ne rze­czy od małe­go i co nie­co cho­mi­ku­ję (ale z umia­rem!) do dziś.


7. Czarna tablica na wspólne rysowanie

Mamy z Bart­kiem w kuch­ni czar­ną mini tabli­cę, na któ­rej posta­no­wi­li­śmy w paź­dzier­ni­ku 2018 roku ryso­wać pod­su­mo­wa­nia mie­sięcz­ne nasze­go wspól­ne­go życia. Robi­my to do dziś (z róż­nym zapa­łem, bo wia­do­mo, nie jeste­śmy robo­ta­mi). Co waż­ne – rysu­je każ­de z nas. Nie, że tyl­ko ja, bo „weź typia­ro, ty robisz w ryso­wa­niu, to nary­suj”. Cokol­wiek się wyda­rzy w naszym wspól­nym życiu, co uzna­my za war­te upa­mięt­nie­nia, rysu­je­my w mia­rę na bie­żą­co.

(tabli­ca pod­su­mo­wu­ją­ca gru­dzień 2018)

Na blo­gu znaj­dziesz tak­że dwa wpi­sy z pod­su­mo­wa­nia­mi mie­sięcz­ny­mi, w któ­rych te tabli­ca wystę­pu­je (15 sztu­czek rysun­ko­wych z 2019.06, 20 sztu­czek rysun­ko­wych z 2019.07).


8. Planowanie mebli w pomieszczeniu

Jakiś czas temu kupo­wa­li­śmy kana­pę typu naroż­nik robio­ną na zamó­wie­nie i Pani zada­ła nam jed­no bar­dzo istot­ne pyta­nie, na któ­re odpo­wie­dzie­li­śmy bar­dzo zgod­nie:

Aaaaa, Pani kocha­na, wszyst­ko nam jed­no!

Klau­dia i Bar­tek w skle­pie Eko­me­ble w Lesz­no­wo­li, pole­ca­my ser­decz­nie

Pani zdzi­wi­ła się w spo­sób nie­bo­tycz­ny, conajm­niej tak, jak­by­śmy na pyta­nie „Chce­cie 5 litrów pły­nu dezyn­fe­ku­ją­ce­go za dar­mo?” powie­dzie­li, że „Nie dzię­ki, po co, weś ić stont!”. Naj­wy­raź­niej sta­ty­stycz­ną odpo­wie­dzią na to zada­ne przez nią pyta­nie jest trwa­ją­ca przez trzy­na­ście minut deba­ta gra­ni­czą­ca z gorą­cą awan­tu­rą par, bo nie mogą się zgo­dzić co do tego, czy naroż­nik ma być lewo­stron­ny, czy pra­wo­stron­ny. Bo o to nas spy­ta­ła wła­śnie. Jaki chce­my? Lewo- czy pra­wo-stron­ny? A my co do zasa­dy chcie­li­śmy nim jeź­dzić po salo­nie jak – za cza­sów moje­go dzie­ciń­stwa – świe­ży absol­went komu­nii, któ­ry dostał wła­śnie na komu­nię rol­ki i chce nimi jeź­dzić choć­by nawet z przed­po­ko­ju do łazien­ki na kupę. Chcie­li­śmy tak wła­śnie sza­leń­czo i z zapa­łem jeź­dzić kana­pą po salo­nie w zależ­no­ści od pory roku (żeby albo gapić się na komi­nek, albo na wykusz z rośli­na­mi).

Wów­czas w skle­pie powie­dzie­li­śmy Pani, że dobra, pal licho, niech będzie lewo­stron­ny (na takim sie­dzie­li­śmy w skle­pie i wyda­wał się być ok). Ale już w domu mój wewnętrz­ny Tol­mix-Inży­nier nie mógł usie­dzieć spo­koj­nie. Chcia­łam się upew­nić, że oby napew­no lewo­stron­ny? Maj­stro­wa­nie naroż­ni­kiem w wyobraź­ni, któ­ry to naroż­nik mia­łam tyl­ko we wspo­mnie­niu było dla mnie zada­niem nie do wyko­na­nia. Mózg mi się zwie­szał jak Win­dows już przy samym nawet otwie­ra­niu. Więc co? No jak to co! Zro­bi­łam sobie nie­ziem­sko skom­pli­ko­wa­ną makie­tę nasze­go salo­nu oraz dwa rów­nie wyszu­ka­ne mode­le naroż­ni­ka. Lewo i pra­wo­stron­ny. Zobacz­cie, jakie­goż to potęż­ne­go TALENTU i GENIUSZU ode mnie wyma­ga­ło. Bez 5 lat na ASP to nie pod­chodź:

No i potem zaczę­ło się design thin­kin­go­we pro­to­ty­po­wa­nie (gdy­byś nie wiedział/​a – design thin­king to jak dla mnie w jakichś 70% visu­al thin­king 😋). Czy­li bez bole­sne­go dla ser­ca i uszu ryso­wa­nia powierzch­ni pod­ło­gi mogłam sobie szu­rać papie­ro­wy­mi mode­la­mi po papie­ro­wym pomiesz­cze­niu szu­ka­jąc plu­sów i minu­sów lewo- i pra­wo­stron­ne­go naroż­ni­ka. No i utwier­dzi­łam się wte­dy tyl­ko, że dobrze wybra­li­śmy! Lewy lep­szy. Daje nam wię­cej opcji, bo może­my mieć 2 ukła­dy otwar­tej prze­strze­ni, 1 układ zamknię­tej prze­strze­ni (oraz jeden neu­tral­ny, dzi­wacz­ny układ) pod­czas gdy w naroż­ni­ku pra­wym mie­li­śmy 1 układ otwar­tej prze­strze­ni, 1 układ prze­dziw­ne­go pół­otwar­cia i 1 układ, w któ­rym roślin­ny wykusz był­by odcię­ty od resz­ty domu, co kom­plet­nie nie mia­ło­by sen­su.

No i kana­pę uwiel­bia­my! Robi nam dobrze od stóp (poprzez tyłek) do głów (w oczy). Bo wyglą­da tak. No daj­cie spo­kój, być taką dosko­na­łą kana­pą! A żeby­ście widzie­li zdzi­wie­nie Pani, jak wybra­li­śmy kolor! Ludzie, jak się oka­zu­je, zama­wia­ją smut­ne czar­ne albo sza­re kana­py, no bo wia­do­mo, taka teraz moda, plus są prak­tycz­ne i uni­wer­sal­ne. A my, wiel­cy fani kolo­ru wybra­li­śmy ten cięż­ki do okre­śle­nia miks poma­rań­czu z łoso­siem, któ­re­go zdję­cie nie odda­je:


9. Mood board do zamówienia stolików

Jak już zamó­wi­li­śmy kana­pę zama­rzył nam się sto­lik z pierw­sze­go tło­cze­nia. Taki zja­wi­sko­wy, że hej. Z żywi­cą kore­spon­du­ją­cą z naszą kana­pą i cegla­ną ścia­ną komin­ko­wą. Więc zebra­łam wszyst­ko do kupy w jeden wiel­ki mood board i wysła­łam go kil­ku zdol­nych pro­du­cen­tów tego typu sto­li­ków, żeby obja­śnić im, o co nam cho­dzi. Zro­bi­łam to oczy­wi­ście nie w mailu, co by mnie samą dopro­wa­dzi­ło do kur­wi­cy i wie­rzę, że to samo przy­tra­fi­ło­by się odbior­cy takie­go maila…! Zro­bi­łam to w Mura­lu (o któ­rym pie­śni pochwal­ne trą­bi­łam już w tym poście, do któ­re­go lek­tu­ry gorą­co zachę­cam). Mural wyglą­da tak (moż­na sobie go też zoba­czyć ano­ni­mo­wo bez moż­li­wo­ści mody­fi­ko­wa­nia, ale z moż­li­wo­ścią przy­bli­ża­nia gdzie tyl­ko chcesz – tutaj):

Od jed­ne­go z (nie­do­szłych) twór­ców tego typu sto­li­ków dosta­li­śmy taką oto odpo­wiedź, więc jeśli chcesz w życiu zro­bić komuś dobrze w mózg (w tym przede wszyst­kim sobie), to zakli­nam Cię na Pana Losa Łaska­we­go, nie wysy­łaj serii pokie­re­szo­wa­nych maili z załącz­ni­ka­mi o nic nie­mó­wią­cych nazwach „IMG_​1773″, „fota mebla 1″, czy „taki_v.2″, tych dłu­gich, męczą­cych maili, w któ­rych nie ma żad­ne­go for­ma­to­wa­nia, część załącz­ni­ków się nie doda, potem dosy­łasz, zmie­niasz tytu­ły maili, potem coś nie docho­dzi… Tyl­ko zrób takie­go wła­śnie mood boar­da, taką tabli­cę ze wszyst­kim naraz, skru­pu­lat­nie opi­sa­ne, z legen­dą, z kolo­ra­mi… Bo zoba co się dzie­je, jak się z ludź­mi wizu­al­nie i sen­sow­nie komu­ni­ku­jesz. Pie­ją z zachwy­tu. Jak Pan Dariusz (pisow­nia ory­gi­nal­na):

Witam,

Nie­ste­ty nie moze­my sie pod­jac reali­za­cji Mamy bar­dzo duze bra­ki w drew­nie i pla­strach (nie posia­da­my obec­nie ani drew­na orze­cha ani pla­strow jak na zdje­ciach 2 i 3). Na dzien dzi­siej­szy dys­po­ny­je­my tyl­ko tym co na sta­nie, kolej­ne nasze reali­za­cje beda mozli­we za kil­ka mie­sie­cy, po pro­ce­sie susze­nia drew­na.

Ps. Bar­dzo podo­ba­lo nam sie Pan­stwa opra­co­wa­nie gra­ficz­ne pomy­slu na sto­lik, aby kaz­dy z klien­tow umial tak pre­cy­zyj­nie wska­zac co mu sie podo­ba 

Pozdra­wiam,

Dariusz


10. Rysunkowe zapiski codzienności – dziennik rysunkowy (typu Cudownik)

O Cudow­ni­ku pia­łam już w zachwy­cie w kil­ku postach na moim blo­gu (post 1, post 2, post 3 a tak­że masa innych). W dzien­ni­ku cudów codzien­nych ryso­wa­łam regu­lar­nie przez dobre 4 lata – od 1 stycz­nia 2015 do 19 mar­ca 2019 roku. Ale już nie rysu­ję. No bo wie­cie, dopa­dła mnie nowa zie­lo­na pasja: 151 doni­czek na cha­cie (stan na 30 mar­ca 2020), piz­dy­lion warzyw, owo­ców, krze­wów i drzew a do tego kizia­nie i robie­nie wcho­le­rio­nu zdjęć 4 kotom się samo nie ogar­nie 😜

Nie­mniej nadal w ser­du­chu wiem, że idea codzien­ne­go pod­su­mo­wa­nia swo­je­go dnia z wdzięcz­no­ścią za to, co nam się przy­tra­fia jest wspa­nia­ła. I nadal gorą­co Ci ją pole­cam! Nic tak nie wpły­nę­ło na jakość moich rysun­ków jak wła­śnie codzien­ne ryso­wa­nie w Cudow­ni­ku. Nie tam kon­fe­ren­cje w Sta­nach, szko­le­nia u mistrzów komik­su w Hisz­pa­nii, spo­tka­nia w gro­nie euro­pej­skich fri­ków wizu­al­nych… To wszyst­ko było cie­ka­we, wzbo­ga­ca­ją­ce, ale na samo ryso­wa­nie nie wpły­nę­ło. Nie. To wła­śnie ryso­wa­nie w Cudow­ni­ku naj­bar­dziej popra­wi­ło JAKOŚĆ i KREATYWNOŚĆ moich rysun­ków. Amen.

A jeśli bory­kasz się z kla­sycz­nym dyle­ma­tem, że nie wiesz, jak zacząć, to mam dla Cie­bie moje­go e‑booka, któ­ry Ci w tym star­cie pomo­że! Ha! Idę o zakład, że o nim nie miałaś/​ nie mia­łeś poję­cia 😜


Przy­szło nam żyć teraz w inte­re­su­ją­cych cza­sach. W cza­sach pan­de­mii koro­na­wi­ru­sa COVID-19… Zakła­dam, że w więk­szo­ści z nas (wiem, że na pew­no we mnie!) buzu­ją bar­dzo róż­ne skraj­ne emo­cje. Jeśli chcesz nimi jakoś zarzą­dzić, to tym bar­dziej pole­cam Ci spi­sy­wać i wizu­ali­zo­wać towa­rzy­szą­ce Ci sta­ny emo­cjo­nal­ne, myśli, lęki, pro­ble­my i zagad­ki, przed któ­ry­mi teraz sta­jesz. To może być histo­rycz­nie inte­re­su­ją­cy zapis dają­cy Ci póź­niej wgląd w coś, co nas wszyst­kich dotknę­ło. I może dzia­łać na Cie­bie tera­peu­tycz­nie! I wiem, co mówię, bo kie­dy mnie dopadł mój naj­więk­szy życio­wy kry­zys, nie­zmien­nie ryso­wa­łam w Cudow­ni­ku. Było to bal­sa­mem dla mojej potłu­czo­nej w drob­ny mak duszy.

Więc jeśli jesteś ciekaw/​a jak wyglą­da­ły stro­ny z moje­go Cudow­ni­ka z tego okre­su, to znaj­dziesz to z kolei jesz­cze innym e‑booku (albo płat­nym, albo bez­płat­nym, wybie­raj 😜).

Podsumowanie

Czy­li tyle! Jak widzisz jest tego od cho­le­ry, a wierz mi, że i tak nie wyli­sto­wa­łam tu jesz­cze wszyst­kie­go 🙂 Przy­po­mnij­my:

  1. możesz zor­ga­ni­zo­wać sobie pół­kę z her­ba­ta­mi
  2. możesz zor­ga­ni­zo­wać ścier­ki w kotłow­ni
  3. możesz zor­ga­ni­zo­wać przy­pra­wy
  4. … albo leki!
  5. … albo wła­ści­wie cokol­wiek (na przy­kła­dzie sta­łe­go ukła­du szu­fla­dy)
  6. możesz wresz­cie zapa­no­wać nad zgu­bio­ny­mi w pra­niu skar­pet­ka­mi
  7. możesz ryso­wać wspól­nie z domow­ni­ka­mi na (np. czar­nej) tabli­cy
  8. możesz ułatwić sobie pro­ces urzą­dza­nia wnę­trza (na przy­kła­dzie naroż­ni­ka)
  9. możesz stwo­rzyć zebrać myśli w for­mie mood boar­du przy zama­wia­niu mebla
  10. możesz też wresz­cie pro­wa­dzić codzien­ne zapi­ski w for­mie note­su peł­ne­go wdzięcz­no­ści (na przy­kła­dzie moje­go Cudow­ni­ka)

A Ty? Jak jesz­cze wyko­rzy­stu­jesz myśle­nie wizu­al­ne w domu? Jak uła­twiasz sobie życie dzię­ki pro­stej wizu­ali­za­cji? Dawaj znać w komen­ta­rzu na blo­gu! ♥️


Jeśli spodo­bał Ci się ten wpis, nie zapo­mnij prze­czy­tać tak­że:

  1. Myśle­nie wizu­al­ne w medy­cy­nie – 5 spo­so­bów
  2. Dwie stycz­nio­we trąb­ki (czy­li o Mura­lu oraz o tym, że w ryso­wa­niu nie cho­dzi o ryso­wa­nie)
  3. Ryso­wa­nie prze­pi­su w 7 kro­kach (#Case­Stu­dy #1 – kawa wg 5 prze­mian)
  4. Pochło­nię­te książ­ki, czy­li #Kącik­Za­czy­ta­ne­go­Tol­mi­xa w 2019 (czy­li a nuż wide­lec spo­so­ba Ci się któ­raś z prze­czy­ta­nych prze­ze mnie, jeśli już wszyst­kie z domu przeczytałaś/​eś 😉)
Przewiń do góry