Podsumowanie: 2 lata mojej ryślicielskiej serendypii

Podziel się tym postem z innymi!
Share on facebook
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on twitter

Będzie zwie­rze­nio­wo, histo­rycz­nie oraz nie­co sen­ty­men­tal­nie 🙂 Będzie o seren­dy­pii (ang. seren­di­pi­ty, pol. – jak poda­je słow­nik PWNseren­dy­pia), czy­li darze znaj­do­wa­nia cen­nych /​ miłych rze­czy, któ­rych się nie szu­ka­ło, czy też szczę­śli­wym darze doko­ny­wa­nia przy­pad­ko­wych odkryć.  Będzie to przed­sta­wie­nie krok po kro­ku mojej histo­rii o tym, jak roz­wi­ja­łam swo­ją dzia­łal­ność. Wpis dedy­ku­ję wszyst­kim tym, któ­rzy nie wie­dzą, czy wyjść ze swo­jej stre­fy kom­for­tu, czy pod­jąć pew­ne waż­ne i odważ­ne dzia­ła­nia. Jestem ewan­ge­li­za­tor­ką odważ­nych czy­nów, od kie­dy sama zaczę­łam kro­czyć tą dro­gą, dla­te­go mam nadzie­ję, że choć­by nawet jed­nej oso­bie przy lek­tu­rze zapa­li się żaró­wecz­ka nad gło­wą i poczu­je więk­szą siłę i wia­rę do dzia­ła­nia.

Dokład­nie dziś, 1 grud­nia 2014 mija­ją 2 lata, od kie­dy zawo­do­wo jestem Sama Sobie Panią, stąd też uro­dzi­ła się we mnie chęć pod­su­mo­waw­cza 🙂 

RZUCENIE PRACY

5 paź­dzier­ni­ka 2012 skła­dam wypo­wie­dze­nie, po to, by 1 grud­nia 2012 zacząć drep­tać sobie w pod­sko­kach naj­od­waż­niej­szą ścież­ką, jaką kie­dy­kol­wiek w życiu obra­łam. Nie mając oszczęd­no­ści (a wręcz mając dłu­gi i kre­dyt!), nie mając wokół sie­bie żad­ne­go wspar­cia finan­so­we­go, mając jedy­nie głę­bo­kie prze­ko­na­nie, że to, co robię, ma olbrzy­mi sens, rzu­cam pra­cę i ‘prze­cho­dzę na swo­je». Pomo­gła mi w tym Gocha Ledu­chow­ska, któ­ra mnie coacho­wa­ła przez 3 mie­sią­ce, i któ­rej zawdzię­czam przy­pływ mojej odwa­gi i goto­wo­ści do takie­go kro­ku. Nary­so­wa­łam sobie nawet poma­gaj­kę wizu­al­ną, któ­ra mnie pod­szczy­py­wa­ła pozy­tyw­nie do decy­zji.

strefa-komfortu-cuda

Nigdy – powia­dam! – NIGDY nie czu­łam się taka lek­ka jak po zło­że­niu wypo­wie­dze­nia. Uczu­cie w cie­le jest nie do opi­sa­nia! Zdję­cie poni­żej jest zro­bio­ne kil­ka­na­ście minut po tym histo­rycz­nym wyda­rze­niu. Pole­cam każ­de­mu!

czlowiek_po_zlozeniu_wypowiedzenia

Oczy­wi­ście odczu­wam tak­że spo­ro nie­pew­no­ści i oba­wy, czy mi się uda, ale jestem bar­dziej szczę­śli­wa niż wystra­szo­na. W prze­dziw­ny spo­sób czu­ję, że się uda.

PIERWSZE MIESIĄCE FREELANCERKI

Pierw­szy mie­siąc, gru­dzień 2012 daję bez pro­ble­mu radę, przy­cho­dzi kil­ka zle­ceń, a i ostat­nia wypła­ta z pra­cy sta­łej sie­dzi sobie bez­piecz­nie na kon­cie.

Sty­czeń 2012 jesz­cze jak Cię mogę. Idzie prze­żyć, ale kon­to pusto­sze­je. Nie­mniej pla­ny i pomy­sły mam bez­kre­sne. Na pry­wat­nym FB publi­ku­ję np. zdję­cie swo­jej Mapy Marzeń i Pla­nów:

sciana_marzen_i_planow

Luty 2012 (trze­ci mie­siąc fre­elan­cer­ki) nie jest już tak różo­wy. Wręcz był czer­wo­ny. Na wszyst­kich kon­tach zera albo minu­sy. Kosz­mar. Coś, cze­go nie zno­szę (bo nigdy tego nie potra­fi­łam), czy­li zmu­szo­na jestem pro­sić zna­jo­mych o poży­cze­nie pie­nię­dzy… Nadzie­ję daje mi chy­ba tyl­ko to, że oto nagle 27 stycz­nia 2013 zna­jo­ma pole­ca mnie jako poten­cjal­ne­go pre­le­gen­ta do wystą­pie­nia na TEDxWroc­lawserendypia_na_facebooku

Mija mie­siąc, zanim Michał Kasprzyk, orga­ni­za­tor TEDxWroc­law do mnie dzwo­ni z pro­po­zy­cją, a dzwo­ni – och, wspa­nia­ła seren­dy­pio! – w dzień moich 27. uro­dzin, czy­li 20 lute­go 2013.

Z kolei 21 mar­ca 2013 (dzień po moich imie­ni­nach) Michał Kasprzyk potwier­dza moją obec­ność jako pre­le­gent­ki. Nie mogę uwie­rzyć w moje szczę­ście! Ale…

Jed­no­cze­śnie finan­so­wo marzec 2013 był oczy­wi­ście jesz­cze bar­dziej dra­ma­tycz­ny od lute­go. Żad­nych zle­ceń… Towa­rzy­szy mi dła­wią­ce poczu­cie, że jest cięż­ko, ale jed­no­cze­śnie cał­kiem nie­zro­zu­mia­łe z logicz­ne­go punk­tu widze­nia prze­ko­na­nie, że będzie dobrze, i dam radę, muszę tyl­ko wytrzy­mać jesz­cze chwi­lę. Żyję myślą o wystą­pie­niu na TEDxWro­cław: zasy­piam z myślą o tym, kąpią się z myślą o tym, upra­wiam per­ma­nent­ną pozy­tyw­nyą wizu­ali­za­cję, jak to będzie, jak to będzie…

TEDxWROCLAW WSZYSTKO ZEPSUŁ! 😛

13 kwiet­nia 2013 wystę­pu­ję na TEDxWro­cław (zobacz je tutaj). To jest tak uskrzy­dla­ją­ce!

Klaudia Tolman on TEDxWroclaw

Oto nagle kil­ka­set osób na sali komu­ni­ku­je mi, że to co mówię, to co robię, jest nie­sa­mo­wi­te, potrzeb­ne i jedy­ne w swo­im rodza­ju. Dosta­ję tyle pozy­tyw­ne­go feed­bac­ku od ludzi, że nawet takie Cho­dzą­ce Ener­ge­tycz­ne Per­pe­tum Mobi­le jak ja, doła­do­wu­je się z domyśl­nych 177% do oko­ło 329%. Ale znów: każ­dy kij ma dwa koń­ce, co wciąż pod­kre­ślam snu­jąc tę dwu­let­nią opo­wieść. Zatem z jed­nej stro­ny Sława&Chwała na TEDx’ie, a jaka była jed­no­cze­śnie Kicha&Chała? Trwa after par­ty, ludzie zachwy­ce­ni, pod­cho­dzą, gra­tu­lu­ją, roz­ma­wia­ją ze mną jak opę­ta­ni, cią­ga­ją mnie do baru, chcą się ze mną napić… a ja mam w port­fe­lu rów­ne 7 zł… Moja aser­tyw­ność oraz cier­pli­wość do dal­sze­go zaci­ska­nia zębów tudzież pośla­dów, i powta­rza­nia sobie „dasz radę” prze­cho­dzi dopraw­dy sro­gą szko­łę 🙂

KIEDY GOOGLE POZNAŁ KLAUDIĘ

Po wro­cław­skim TEDx’ie nastę­pu­je coś nie­sa­mo­wi­te­go. Klien­ci zgła­sza­ją się samo­dziel­nie, mówią, że zna­leź­li w Inter­ne­cie, albo że ktoś pole­cił, albo że gdzieś widzie­li na żywo, albo pod­pa­trzy­li przy­pad­kiem na Face­bo­oku… (zresz­tą trwa to do tej pory, nie pro­wa­dzę  ż a d n y c h  bez­po­śred­nich dzia­łań sprze­da­żo­wych, tyl­ko odpo­wia­dam na przy­cho­dzą­ce zapy­ta­nia).

Pierw­sze zle­ce­nie, któ­re samo­dziel­nie do mnie przy­cho­dzi jako „plon” z moje­go TED­tal­ku, to popro­wa­dze­nie w maju 2013 anglo­ję­zycz­ne­go rysun­ko­we­go warsz­ta­tu w cza­sie spo­tka­nia offsite’owego mana­ge­men­tu fir­my Google z całej Euro­py…

Że coooooo? o.O

Mnie samą ta infor­ma­cja wmu­ro­wu­je ile­kroć sobie ją wspo­mi­nam! Google sam mnie zna­lazł? Google chce MNIE? Żeby ich mana­ge­ro­wie pory­so­wa­li? Serio?!

Potem wcho­dzę w regu­lar­ną współ­pra­cę z wro­cław­skim Googlem i pro­wa­dzę dla nich 3 warsz­ta­ty z serii „Design Your Futu­re” (o czym wię­cej tutaj). No a sko­ro płat­ne zle­ce­nia fre­elan­cer­skie zaczy­nam od tak wyso­kiej pół­ki jak Google, to… jestem już pew­na i spo­koj­na o to, że będzie dobrze 🙂

szkolenie_dla_google

KONIEC FREELANCERKI – PORA NA WŁASNĄ FIRMĘ!

Moja ryśli­ciel­ska dzia­łal­ność roz­krę­ca się tak sza­leń­czo, że dosta­ję dofi­nan­so­wa­nie na otwar­cie dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej i 14 paź­dzier­ni­ka 2013 – tak, tak, w dzień nauczy­cie­la! – otwie­ram ofi­cjal­nie fir­mę 🙂 I tym samym – jak łatwo poli­czyć, sko­ro mamy dziś gru­dzień 2014 – nale­żę do tego dum­ne­go gro­na dzia­łal­no­ści gospo­dar­czych, któ­re NIE upa­dły w cza­sie pierw­sze­go roku od otwar­cia 😛

Zresz­tą swo­je pierw­sze otwar­te szko­le­nie z myśle­nia wizu­al­ne­go dla tre­ne­rów popro­wa­dzi­łam dale­ko przed otwar­ciem dzia­łal­no­ści (a nawet przed rzu­ce­niem pra­cy!), bo we wrze­śniu 2011, a zde­fi­nio­wa­łam się jako Ryśli­ciel jesz­cze wcze­śniej, jakoś na prze­ło­mie 2010 – 2011, za cza­sów Euro­pej­skiej Szko­ły Tre­ne­rów Gru­py SET, więc „gle­ba”, na jakiej mia­łam upra­wiać ryśle­nie, mia­ła już zasia­ne ziar­na i była już cał­kiem skru­pu­la­nie prze­ze mnie zaora­na.

NIE SAMYMI SZKOLENIAMI RYŚLICIEL ŻYJE

W roku 2014 wystę­pu­je na kolej­nej kon­fe­ren­cji z rodzi­ny TED – TEDxSo­pot, bez­u­stan­nie nawra­cam ludzi na ryśle­nie, bazgra­nie i ryso­wa­nie.

 

Zaj­mu­ję się już nie tyl­ko szko­le­nia­mi: wyko­nu­ję ilu­stra­cje na zle­ce­nie oraz wyko­nu­ję tzw. gra­phic recor­ding, czy­li wiel­ko­for­ma­to­wy zapis wizu­al­ny w cza­sie wyda­rzeń (zobacz video albo przy­kła­do­we reali­za­cje na Face­bo­oku i mojej stro­nie). Dla kogo? A na przy­kład dla Alle­gro w cza­sie Kon­fe­ren­cji Alle­gro Tech Meeting 7; dla jed­nej z wio­dą­cych firm z bran­ży ubez­pie­cze­nio­wej; dla wydaw­nic­twa Wol­ters Klu­wer w cza­sie kon­fe­ren­cji Roz­wią­za­nia HR; w trak­cie II Anty-kon­fe­ren­cji CSR; czy w cza­sie TEDxToruń.

TEDxTorun_Jakub_Jacek

Wpa­dam tak­że (za namo­wą, czy bar­dziej za ‘sza­leń­czym pod­ju­dze­niem przez zna­jo­mą’ :P) na pomysł wystą­pie­nia w pro­gra­mie Ugo­to­wa­ni, gdzie poza samym goto­wa­niem, któ­re uwiel­biam, pro­wa­dzę – a jak­że! – abs­trak­cyj­ne rysun­ko­we kalam­bu­ry kuli­nar­ne.

TVN-Rysliciel (Klaudia Tolman)

TO SKORO SIĘ PCHAM DO TELEWIZJI…

W poło­wie roku, w czerw­cu 2014 znów ma miej­sce kolej­ny prze­łom z cyklu wspa­nia­łych zbie­gów oko­licz­no­ści. Zosta­ję zna­le­zio­na w Inter­ne­cie i przy­cho­dzi kolej­ny wiel­ki Klient wnio­sku­jąc sobie rado­śnie, że sko­ro jestem Ryśli­cie­lem i dużo rysu­ję, to na pew­no robię fil­my rysun­ko­we. Mia­łam je oczy­wi­ście zapla­no­wa­ne w kate­go­rii „faj­nie by było kie­dyś…” A tu nagle przy­cho­dzi Car­sl­berg i mówi „Zrób­cie nam 3 fil­my”!

I tak, nie­wie­le myśląc, wspól­nie z moim Męż­czy­zną, Micha­łem Tro­chim­czy­kiem, dziar­sko podej­mu­je­my się nasze­go pierw­sze­go wspól­ne­go przed­się­wzię­cia biz­ne­so­we­go. Two­rzy­my zgra­ny duet: ja jestem Kre­atow­ną Dyrek­to­rą 😛 – zaj­mu­ję się wymy­śla­niem kon­cep­tu na film, two­rze­niem sce­na­riu­sza, sto­ry­bo­ar­du, i samym ryso­wa­niem fil­mu, a Michał jest Spe­cem ds. Tech­nicz­nych: zaj­mu­je się wszyst­kim tym o czym ja nie mam poję­cia, czy­li dba o sprzęt, zaj­mu­je się mon­ta­żem. Nakrę­ci­li­śmy 3 fil­my dla Car­sl­ber­ga: o fak­tach i mitach na temat piwa, o sen­so­ry­ce oraz powsta­wa­niu piwa. Pod koniec pla­nu zdję­cio­we­go ostat­nie­go fil­mu, o jakiejś dru­giej czy trze­ciej w nocy, kie­dy głów­ka opa­da­ła mi już bez­wied­nie ze zmę­cze­nia a w biał­kach moich oczu z tru­dem było się doszu­ki­wać kolo­ru bia­łe­go, stwier­dza­my:

„Eeeeej, sko­ro już mamy wypo­ży­czo­ne i opła­co­ne oświe­tle­nie, to może byśmy tak nasz wła­sny film pro­mo­cyj­ny nakrę­ci­li?”

 

I tak, jak to zwy­kle bywa w przy­pad­ku genial­nych pomy­słów, ener­gia poja­wia się znów cho­le­ra wie skąd, i w cią­gu godzi­ny – pół­to­rej wymy­ślam sce­na­riusz i sto­ry­bo­ard do fil­mu, przy­go­to­wu­ję rekwi­zy­ty i nakrę­ca­my nasz film auto­pro­mo­cyj­ny. Żaden nasz film nie powstał w takim zabój­czym tem­pie!

Na ten moment (1 grud­nia 2014) nakrę­ci­li­śmy już 12 fil­mów dla takich firm i insty­tu­cji jak: Carls­berg, Winia­ry, Opus Sport, Bona­ir, Forum Odpo­wie­dzial­ne­go Biz­ne­su, Cre­dit Agri­co­le, TEDxTo­ruń, Opus IPP, PARP). Jest nie­co ina­czej, niż na począt­ku nasze­go krę­ce­nia. Nie musi­my już wypo­ży­czać sprzę­tu oświe­tle­nio­we­go i opty­ma­li­zo­wać kosz­tu jego wypo­ży­cze­nia, żeby „jesz­cze bar­dziej się opła­ci­ło” 🙂 Mamy już s w ó j sprzęt. Mało tego – od 1 paź­dzier­ni­ka 2014 mamy swo­je wła­sne stu­dio!

mamy-studio-Explain-visually

I to, dro­gie dzie­ci, jest histo­ria tego, jak powsta­ła mar­ka ExplainVisually.co (zobacz www /​ Face­bo­oka) 😀

SNY MAM KURIOZALNE, W TYM JEDEN PROROCZY 

Żeby jesz­cze dodać pikan­te­rii i kolej­ne­go czyn­ni­ka seren­dy­pii, zało­że­nie wspól­ne­go biz­ne­su z Micha­łem „przy­śni­ło mi się” w cza­sie któ­rejś sesji medy­ta­cyj­nej. Powie­dzia­łam do Micha­ła coś w sty­lu:

„Kocha­nie, nic się nie martw, to się wszyst­ko pięk­nie poukła­da, zro­bi­my coś razem, zało­ży­my razem fir­mę, będzie taka żół­to-nie­bie­ska, wte­dy będzie bar­dzo dobrze…!”.

O czym oczy­wi­ście kom­plet­nie zapo­mnia­łam 🙂 Ale Micha­ło­wi się to przy­po­mnia­ło przy two­rze­niu logo – zwró­cił mi uwa­gę, że nie powin­no być różo­wo-zie­lo­ne (takich wstęp­nie kolo­rów uży­łam) ale żół­to-nie­bie­skie, tak jak kie­dyś powie­dzia­łam w tran­sie medy­ta­cyj­nym. Dopie­ro, kie­dy baaaar­dzo się sku­pi­łam, to przy­po­mnia­łam sobie, że to nie o dwa oddziel­ne kolo­ry mi wte­dy cho­dzi­ło, tyl­ko o kolor będą­cy ich połą­cze­niem – coś w rodza­ju kolo­ru mor­skie­go 🙂 I takie wła­śnie też jest nasze logo!

stworzone-przez-explain-visually

PODSUMOWANIE

W cza­sie tych dwóch lat wyda­rzy­ło się tyle, że ile­kroć sama o tym myślę, albo, patrzę na moje kalen­da­rium, listę Klien­tów, zre­ali­zo­wa­ne zle­ce­nia, moje pra­ce, doko­na­nia i postęp, jakie­go doko­na­łam w tym cza­sie, gło­wa mi pęka z wra­że­nia i sły­szę głos: KLAUDIA, JESTEŚ FANTASTYCZNA! 😀

Na myśl o tym, że mia­ła­bym robić cokol­wiek inne­go, dosta­ję skur­czu, dusz­no­ści i boli mnie cia­ło. Na myśl o tym co robię i ile już osią­gnę­łam, czu­ję jak z łopa­tek wyra­sta­ją mi skrzy­dła, a moje cia­ło ogar­nia kocha­ją­ce uczu­cie speł­nie­nia.

Życzę Ci, Czy­tel­nicz­ko i Czy­tel­ni­ku, byś uwie­rzył w sie­bie, pod­jął wyzwa­nie i zaczął wresz­cie robić to, co jest spój­ne z tym, co pod­po­wia­da Ci ser­ce! I obym kie­dyś taką Two­ją histo­rię z seren­dy­pią w tle prze­czy­ta­ła! 🙂

Przewiń do góry