Jak wykorzystać myślenie wizualne? Odc. 3: Małgorzata Baworowska

Podziel się tym postem z innymi!
Share on facebook
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on twitter

Docie­ra­ją do mnie róż­ne histo­rie od ludzi, w życiu któ­rych ryso­wa­nie ode­gra­ło w pew­nym momen­cie jakąś waż­ną rolę. Szcze­gól­nie mnie oczy­wi­ście cie­szą te opo­wie­ści, w któ­rych i ja mam swój udział. Oto jed­na z takich histo­rii.

Poka­żę ją Wam w for­mie mojej kore­spon­den­cji z boha­ter­ką tej opo­wie­ści. Skró­ci­łam ją do nie­zbęd­ne­go mini­mum i popra­wi­łam inter­punk­cję, aby prze­ka­zać Wam sed­no spra­wy 🙂

Poznajcie nową szczęsliwie nawróconą – Gosię Baworowską.

Małgorzata Baworowska

17 wrze­śnia 2013 dosta­ję wia­do­mość na pro­fi­lu Myśle­nie Wizu­al­ne:

Gosia B.Kocha­na, widzia­łam Cię na TEDzie we Wro­cła­wiu, bar­dzo prze­ży­łam Twój wykład. Zawsze lubi­łam ryso­wać i czu­ję podob­nie jak Ty. Nary­so­wa­łam swo­je marze­nie: jak jadę autem z pra­wem jaz­dy w kie­sze­ni, uśmiech­nię­ta, widzą­ca, spo­koj­na. Obra­zek ewo­lu­awał wraz z moim kur­sem: dory­so­wy­wa­łam szcze­gó­ły, poko­lo­ro­wa­łam, doda­łam skrzy­żo­wa­nie i rowe­rzy­stów. Rysu­nek dłu­go wisiał u mnie nad łóż­kiem, potem go rytu­al­nie spa­li­łam. Dziś zda­łam egza­min za dru­gim razem (mam 42lata). Dzię­ku­ję rów­nież Tobie. Pozdra­wiam. Gosia

Odpi­su­ję zatem: Gosia, nawet nie wiesz, z jakim nie­do­wie­rza­niem prze­czy­ta­łam Two­ją wia­do­mość! Mam gęsią skór­kę ile­kroć ją czy­tam! Tak bar­dzo Ci dzię­ku­ję! Tak się cie­szę dla Cie­bie, jak wspa­nia­le, że się to dla Cie­bie skry­sta­li­zo­wa­ło. Sko­ro to Ci się uda­ło, to uda Ci się o wie­le, wie­le wię­cej. PS Nie wiem jak rozu­mieć „widzą­ca”. Co to zna­czy?

Gosia wyja­śni­ła mi hasło „widzą­ca”:

Gosia B.A nary­so­wa­łam sobie trze­cie oko oraz taką bań­kę wokół auta – ochron­ną, co mia­ło zna­czyć, że chcę nauczyć się jeź­dzić intu­icyj­nie, wewnętrz­nym kie­row­cą dosko­na­łym. Wła­śnie paku­je­my się z mężem i za tydzień prze­pro­wa­dza­my się z Wro do Lon­dy­nu. To też jakiś cud. A jesz­cze kil­ka innych marzeń sobie nary­so­wa­łam. Ale o nich na razie sza!

Spy­ta­łam Gosi, czy ma może zdję­cia swo­je­go rysun­ku:

Gosia B.Wła­śnie o to cho­dzi­ło, żeby żad­nych foci nie było, żeby wszyst­ko rów­no wje­cha­ło do pod­świa­do­mo­ści na amen. Faj­ne było to, że wie­dzia­łam, że mogę sobie ten obraz zmie­niać, i że wła­dam moim marze­niem w zupeł­no­ści. Np. po jakimś cza­sie zauwa­ży­łam, że autko nary­so­wa­łam w lewym gór­nym rogu A4, jadą­ce w lewo i że za mną jest pusta kart­ka, a przede mną koniec papie­ru. Odcię­łam cały pusty tył a do przo­du dokle­iłam płach­tę A3 i dory­so­wa­łam całe skrzy­żo­wa­nie ze zna­ka­mi, i inny­mi pojaz­da­mi. Potem mąż zer­k­nął i stwier­dził, że to skrzy­żo­wa­nie jest nie­moż­li­we i że poło­wa ludzi jedzie pod prąd, więc je popra­wi­łam. Wyma­zy­wa­łam, dory­so­wy­wa­łam… Potem jak się już ten pro­gram zała­do­wał, to czu­łam jakąś wewnętrz­ną, prze­moż­ną siłę co mnie pcha­ła do róż­nych dzia­łań i do róż­nych ludzi i to wszyst­ko ziarn­ko do ziarn­ka się zbie­ra­ło w doświad­cze­nia, pew­ność sie­bie i w koń­cu: SPEŁNIENIE.

Od nary­so­wa­nia rysun­ku do speł­nie­nia minę­ło 7 mie­się­cy. A zaczy­na­łam od total­ne­go zera.

Cały pro­ces nauki i wszyst­kie­go co się dzia­ło bar­dzo uważ­nie obser­wo­wa­łam i zapi­sy­wa­łam w kalen­da­rzu. Dużo ryso­wa­łam też zna­ków dro­go­wych, skrzy­żo­wań, prze­pi­sów, roz­kła­du pły­nów pod maską, wiel­ko­ści typu: gdy widocz­ność na 5m to mogę włą­czyć prze­ciw­m­giel­ne tyl­ne, albo w tune­lu w kor­ku sto­imy w odstę­pie 5m, itd. Roz­ry­so­wa­łam się moto­ry­za­cyj­nie.

Wiem, że poszłam na TEDa dla Cie­bie, A Ty dla mnie zro­bi­łaś swój wykład. 100% wie­dzia­łam o co Ci cho­dzi i po co to jest. I zadzia­ła­ła­ło!

Nie mogłam się nadzi­wić, ile dobrej ener­gii, ile pozy­tyw­ne­go feed­bac­ku mi Gosia dała swo­ją histo­rią!

Gosia B.Nie­ste­ty wszyst­kie opi­sy­wa­ne rysun­ki wraz z kolo­ro­wym zeszy­tem do nauki jaz­dy i prze­pi­sów dro­go­wych pod tytu­łem: „Gosia odkry­wa moto­ry­za­cję” poda­ro­wa­łam moje­mu wspa­nia­łe­mu instruk­to­ro­wi wczo­raj – dzień po egza­mi­nie. 

Ach, mogła­bym o tym gadać i pisać w nie­skoń­czo­ność. Pew­nie dla­te­go, że już daw­no nicze­go nowe­go nie nauczy­łam się od zera i nie zda­łam żad­ne­go egza­mi­nu. A to zdro­wo jest tak od cza­su do cza­su zdać sobie jakiś egza­min.

Nawroceni- Gosia

Przewiń do góry