KARPACZ (cz.1) – czyli ze szkoleniem pojadę i na koniec świata!

Podziel się tym postem z innymi!
Share on facebook
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on twitter

trasa mojej wycieszki

To jest zde­cy­do­wa­nie naj­bar­dziej absur­dal­na i abs­trak­cyj­na wypra­wa tre­ner­ska, jaką dotych­czas powzię­łam!

Całość trwa­ła rów­niut­kie dwie doby, naj­pierw się trans­por­to­wa­łam kil­ka­na­ście godzin z War­sza­wy do Kar­pa­cza, potem kil­ka godzin spa­łam w hote­lu, potem samo szko­le­nie i na nowo powrót całą noc w pocią­gu. Samo szko­le­nie zaczy­na­ło się 21.12.12 o godz. 10:00 czy­li w rze­ko­my koniec świa­ta 🙂

A oto jak było:

1. SPÓŹNIENIE

Spóź­niam się na Pol­skie­go­Bu­sa o 9:00, widzę jak odjeż­dża mi sprzed nosa. Bar­dzo nie­mi­łe doświad­cze­nie, nie dopusz­czaj­cie do tego!

2. CZEKANDO

Zimu­ję na Metrze Wila­now­ska, gdzie przy­słu­chu­ję się fascy­nu­ją­cej opo­wie­ści dwóch, bez­dom­nych od 20 lat, męż­czyzn oraz jestem wdzięcz­nym słu­cha­czem Rad­ne­go War­sza­wy, gdy ten opo­wia­da o posia­da­nym przez sie­bie Sam­sun­gu Gala­xy Note. Ma na sobie tak­że odzież robo­czą, gdyż mon­tu­je słup­ki na Metrze Wila­now­ska.

3. ZE STOLICY DO WROCŁAWIA, SĄSIAD SMRÓD MI SPRAWIA

Jadę Pol­skim­Bu­sem o 11:30 do Wro­cła­wia (349km). Pan za mną bar­dzo śmier­dzi. Na wszel­ki wypa­dek, żebym nie mia­ła złu­dzeń, w roz­mo­wie ze swo­ją cór­ką przez tele­fon mówi:

„Tak, przy­ja­dę dziś, ale muszę się naj­pierw wyką­pać, ogar­nąć, jestem od 48godzin na nogach, mokry, zgrza­ny, spo­co­ny”.

Zgrza­ny, spo­co­ny? Ja zmar­z­łam.

PolskiBus zawsze dostacza rozrywki - tu akurat zdjęcie z mojej wyprawy do Poznania 7.12.12

4.ZAKUPY ZAWCZASU

Na dwor­cu Wro­cław Głów­ny kupu­ję bilet PKP na jutrzej­szy wie­czor z Jele­niej Góry do War­sza­wy. Odczu­wam tro­chę smu­te­czek, że nie w wago­nie sypial­nym, ale niech tam, i tak będę tak zmę­czo­na, że usnę na sie­dzą­co.

5.PKS DO JELENIEJ

Ruszam PKSem z Wro­cła­wia do Jele­niej o 18:45 (116km). Ciem­no­ści jakie napo­ty­kam po dro­dze przy­po­mi­na­ją mi noc­ny prze­lot kata­ma­ra­nem na Kara­ibach w stycz­niu 2010. Doko­nu­ję też odkryw­czej reflek­sji „Jestem w górach!” Jak śmiesz­nie, wca­le go nie pla­no­wa­łam! 🙂

6.PANIKA PRZEDKORYTARZOWA

W trak­cie podró­ży doko­pu­ję się też do infor­ma­cji, że na jutrzej­szym powrot­nym bile­cie PKP jest napi­sa­ne „001 M. DO SIEDZENIA 72 KOR.” i łkam w duszy z prze­ra­że­nia, że cze­ka mnie cała noc w pocią­gu na KORy­ta­rzu.

bilet Jelenia Góra - Warszawa

Po opa­no­wa­niu wewnętrz­nej pani­ki, dzwo­nię o bli­skiej mi Duszy, zwie­rzam się żało­śnie ze wszyst­kie­go, po czym dosta­je obu­chem w łeb ponow­nie, bo Owa Dusza twier­dzi, że teraz żeby oddać bilet (i np. wymie­nić na PKSa z Jele­niej do War­sza­wy z GWARANTOWANYM miej­scem sie­dzą­co-pół­le­żą­cym) musia­ła­bym jechać tam, gdzie bilet kupi­łam, czy­li do Wro­cła­wia na Dwo­rzec PKP, a plan powrot­ny nie zakła­da wizy­ty we Wro­cła­wiu. Łkam tym gło­śniej!

Final­nie uspo­ka­jam się jed­nak ostat­nim zda­niem na stro­nie http://intercity.pl/pl/site/niezbednik-podroznego/reklamacje-i-skargi/terminy-wnoszenia-reklamacji,-skarg,-wnioskow-oraz-zwrotu-biletow.html, zgod­nie z któ­rym mogę oddać bilet PKP w DOWOLNEJ KASIE. Oby inter­net miał rację, nie Dusza.

(Oczy­wi­ście następ­ne­go dnia oka­zu­je się, że pani­ka była nie­po­trzeb­na, albo­wiem zapis „001 M. DO SIEDZENIA 72 KOR.” ozna­cza, że jest to zupeł­nie ele­ganc­kie sie­dzą­ce miej­sce w prze­dzia­le OD STRONY KORYTARZA, a nie na kory­ta­rzu :])

7. TAXÓWKĄ NA PÓŁMETKU

Jestem w Jele­niej o 20:45. Naj­bliż­szy (i ostat­ni!) PKS do Kar­pa­cza o 22:20. Prze­ła­mu­ję moją nie­śmier­tle­ną i nie­złom­ną zasa­dę nie­jeż­dże­nia tak­sów­ka­mi, zama­wiam tak­sę do Kar­pa­cza (18km). W trak­cie poszu­ki­waw­czych tele­fo­nów za kor­po­ra­cja­mi odby­wam zabaw­ną roz­mo­wę.

JA: „Dzień dobry, czy to Taxi Jakieś Tam?”,
ON: (cedząc przez zęby, tak, żeby – nie wiem, nic nie wie­dzą­ca żona nic się nie domy­śli­ła?) „Pro­szę Pani, to już nie­ak­tu­al­ne”.

8. MA SIĘ TE ZNAJOMOŚCI

Tak­sów­karz jest miły i nie śmier­dzi, jak fan­ta­stycz­nie! 😀 Pierw­szy numer taxi zapi­sa­ny w moim tele­fo­nie, jele­nio­gór­skiej oczy­wi­ście, how han­dy!

9.HOTEL!

22:00 DOJECHAŁAM!

Hotel Malachit i mój pokój

Pani w hote­lu Mala­chit daje mi klucz naj­bli­żej restau­ra­cji, w któ­rej wła­śnie trwa bar­dzo gło­śna (i koń­co­wo­świa­to­wa) impre­za inte­gra­cyj­na gru­py, któ­rą jutro szko­lę. Pro­szę o zamia­nę na pokój nie­co odda­lo­ny, uda­je się. Echo jed­nak cią­gnie aż tutaj… To będzie dłu­uuuuuga noc! Co cie­ka­we, Pani z recep­cji, na proś­bę orga­ni­za­to­rów, zapro­si­ła mnie na dołą­cze­nie do tej rado­snej gro­ma­dy (byli­śmy chy­ba zresz­tą jedy­ny­mi gość­mi hote­lo­wy­im). o.O Mój wła­sny Kodeks Tre­ne­ra zabra­nia mi pójść na jaką­kol­wiek impre­zę, tym bar­dziej że cze­ka mnie jesz­cze nie­co przy­go­to­wań.

10.PUENTA

I puen­ta, moje dro­gie Dziu­ba­ski: poko­na­łam 483 km w 13h, poko­nam jesz­cze kolej­ne tyle przy powro­cie, a moje szko­le­nie z wizu­ali­za­cji dla fabry­ki zwią­za­nej z ryn­kiem szkla­nym trwa 4h 🙂

To się dopie­ro nazy­wa „KOCHAĆ TO, CO SIĘ ROBI”! 😀

(No i tro­chę też „chcieć zaro­bić 40% swo­jej dotych­cza­so­wej mie­sięcz­nej pen­sji w 4h”, ale któż jest bez winy? I bez rachun­ków :D)

2012-12-21 15.34.32

 

Prze­czy­taj dru­gą część przy­gód w Kar­pa­czu 🙂

Przewiń do góry